Droga na Filipiny, Legazpi, Mount Mayon

Filipiny – dlaczego właśnie tam?

Jak to się w ogóle stało, że polecieliśmy na Filipiny? Szczerze mówiąc zastanawialiśmy się bardziej nad RPA, jednak zupełnie przypadkiem podczas przeszukiwania internetu, wpadły nam w ręce bilety do Manili w całkiem atrakcyjnej cenie, liniami China Eastern. Loty z Rzymu (z Malty do Rzymu płacimy grosze), więc opcja bardzo kusząca… Dodatkowo można było wybrać sobie długość przesiadki w Kantonie w Chinach (od niedawna osoby znajdujące się tranzytem w Chinach mogą, po uzyskaniu pieczątki na lotnisku) opuścić lotnisko na 24h!). O cenach będziemy pisać w podsumowaniu całego wyjazdu, więc chwilowo sobie darujemy 🙂

Droga na Filipiny

W piątek wieczorem, po pracy, wsiedliśmy w samolot do Rzymu, gdzie spędziliśmy wieczór zajadając się pizza w naszym ulubionym miejscu, rano zaś ruszyliśmy prosto na lotnisko Fiumicino. Stąd najpierw mieliśmy samolot do Wuhan w Chinach, gdzie podczas godzinnej przesiadki musieliśmy uzyskać pieczątkę zezwalającą na tranzyt przez Chiny, dalej zaś ruszyliśmy do Kantonu (Guangzhou), gdzie czekała nas 4 godzinna przesiadka.

Z Manili do Legazpi

Jeszcze przed dotarciem do Manili, stolicy Filipin, podjęliśmy decyzję, że najlepiej zgiełk metropolii będzie zostawić na sam koniec, skoro I tak lot powrotny mamy właśnie z Manili. W związku z czym złapaliśmy szybko taksówkę na dworzec (oczywiście od razu kierowca chciał naciągnąć białasów na wielokrotność normalnej ceny, ot, nie udało się! 🙂 ), skąd cudem udało się złapać spóźniony autobus do Legazpi. Według planu miał jechać 12h, czyli na miejscu mieliśmy być o godzinie 6h. W sam raz by łapać coś do Donsol, miejsca słynnego przede wszystkim dzięki obecności rekinów wielorybich. W zasadzie jedyny powód, by się tutaj w ogóle wybrać, gdyż sam Donsol nie zachwyca.

Ostatecznie o 4:30 poczuliśmy jak ktoś woła nas z całych sił- okazało się, że dojechaliśmy 1,5h przed czasem, nie zorientowawszy się nawet, że wszyscy już zdążyli wysiąść, a my śpimy w najlepsze. Dotarliśmy jednak do Legazpi, czyli miejsca u stóp największego na Filipinach czynnego wulkanu – Mount Mayon! Tak, jest ciemno, tak, jest 4:30, niemal pusty dworzec, tak, pierwszy bus do Donsol pojawi się w okolicach 7:00, a odjedzie dopiero, gdy cały się zapewni, co jednak z tego, skoro na dworcu jest łazienka! 🙂 Ten, kto spędził w podróży pełne 1,5dnia przemierzając pół globu zrozumie tą wielką radość w sekundę 🙂

Z Legazpi do Donsol

By dostać się do Donsol, jedynym sposobem jest złapanie Vana z dworca w Legazpi (ostatecznie możesz też pojechać taksówką, jednak ceny zaczynają się od 15000 pesos filipińskich, czyli “tylko” ok. 115euro). Vany kosztują grosze, jednak ich minusem jest fakt, że odjeżdżają dopiero, gdy wszystkie miejsca będą zapełnione. Tak też możesz skończyć jak my, czekając 3h aż bus się zapełni 🙂 By jednak pocieszyć zapewniamy, że widoki po drodze wynagrodzą! Zieleń, dżungla, palmy kokosowe I bananowe, mikro wioski z walkami kogutów przy drodze – Filipiny w pełnej krasie!

Donsol

Do Donsol dojechaliśmy koło 10 I od razu udaliśmy się do Visitor Center, gdzie należy się zarejestrować I zapisać na łódkę, by wyruszyć w poszukiwaniu Rekinów Wielorybich. Na jedną łódkę przypada 6 osób, najwięcej oczywiście wypływa z samego rana I wtedy łatwiej o znalezienie towarzyszy do wynajęcia łódki, jeśli jednak nie masz nikogo, możesz wynająć całą łódkę dla siebie, płacąc jednak tyle ile 6osób (ostatecznie całość za wynajęcie łódki= 3500pesos(54.60euro) + rejestracja od osoby 300pesos(4,5euro)).

Rekiny Wielorybie

Pozostaje jednak kwestia, czy są tego dnia rekiny wielorybie? Nikt Ci tego nie zagwarantuje – powiedzą w Visitor Center. Oczywiste, ale skoro rano płynęły wycieczki to nic nie wiecie? Dorwaliśmy Filipinkę, mówi, że od kilku dobrych dni nikt nie widział ani jednego rekina wielorybiego. O! Właśnie wróciła pierwsza wycieczka, biegniemy! Pytamy – Anglicy I Polacy – nie, nic nie było. Bardzo zdegustowani, mówią, że nawet snorkelling nie był jakiś szałowy, a pływali wszędzie, gdzie tylko normalnie występują te wielkie, sympatyczne ryby. Nie ma. A my przyjechaliśmy tu tylko dla rekinów wielorybich. Pogoda nie jest szałowa, widoki nie są wcale jak z pocztówki z Filipin – miło, ale nie wspaniale.

Pytamy tubylców – jakie są szanse, że pojawią się dziś w okolicach rekiny wielorybie? Odpowiadają – nikt nie widział ich od kilku dni, to pogoda, było ostatnio wietrznie, one wolą spokój, nie ma szans, że dziś się jeszcze pojawią.

Legazpi

Cóż, w takim razie zjemy coś I wracamy do Legazpi pod wulkan. W samym Donsol bowiem nie ma co robić. W zasadzie wszyscy przyjeżdżają tu dla rekinów wielorybich, mieszkają w pięknych nadmorskich resortach. My zaś wracamy pod wulkan. Do Legazpi. Do miasta, gdzie prócz lotniska, jesteśmy jedynymi białasami 🙂 Spacerując, zastanawiamy się – dlaczego? Po kilku godzinach dochodzimy zgodnie do wniosku, że prócz niesamowitego wulkanu, tutaj nic ciekawego nie ma. A że wulkan aktualnie coraz częściej wydobywa z siebie lawę, nie możemy wspinać się na wulkan. Ot, w takim razie pospacerujemy po tutejszych wzgórzach, z których rozciąga się widok na wulkan, odeśpimy podróż, a następnego dnia ruszymy w stronę Cebu I wyspy Bohol.

Transport publiczny

Tricykle

Warto przy okazji wspomnieć o tutejszych środkach transport publicznego. Otóż nie zastaniecie tutaj typowych dla Tajlandii, Kambodży czy Wietnamu Tuk-Tuków. Za to popularne są tzw. Tricykle – czyli motocykle z przyczepioną z boku przyczepką dla dwóch, no dobra 5,6,7,8….osób. Ogólnie powinny być dla dwóch, ale ile może wejść, tylko Filipińczycy decydują 🙂 . Bardzo przyjazny środek transportu, jednak pamiętajmy, że tylko na niezbyt długie dystanse. Cenę transportu negocjujesz z kierowcą zanim wsiądziesz na pokład!!!

Jeepneye

Równie popularnym środkiem transportu są tzw. Jeepneye, z przodu wyglądają jak jeepy, jednak przerobione zostały na kolorowe wozy z paką do przewożenia ludzi. Stają, gdzie tylko zobaczą przy drodze człowieka, wysiadasz, gdzie chcesz stukając w sufit ręką, by kierowca się zatrzymał. Koszt przewodu Jeepneyem od osoby to zazwyczaj 7 pesos, czyli….11 eurocentów!

Taksówki

Nieco mniej popularne, ale czasem przydatne, szczególnie jeśli chodzi o transport z lotnisk na Filipinach, są taksówki. Nieco inaczej niż w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej – tu warto, naprawdę warto poprosić o włączenie taksometru. Nawet jeśli wynegocjujesz stawkę przed początkiem trasy, pod koniec mogą próbować naciągać na więcej, tłumacząc się korkami itd. Prawda jest taka, że taksometrem wychodzi znacznie mniej niż możesz wynegocjować, dlatego też Filipińczycy niechętnie je włączają. Upewnij się przed startem, że taksometr działa! Ps. Nawet na lotniskach coraz częściej możesz zauważyć znaki z cenami za kilometr taksówką – sami Filipińczycy próbują walczyć z naciąganiem turystów przez taksówkarzy.

Legenda o Mount Mayon

Miało być jednak o Mount Mayon! To może krótka filipińska legenda, by zrozumieć skąd nazwa tego wulkanu?

Nazwa Mayon pochodzi od słowa “Magayon”, które oznacza “piękna”. Legenda o powstaniu wulkanu Mayon pochodzi od historii, wedle której przepiękna księżniczka o imieniu Magayon została obiecana jako przyszła żona księciu Ulap. Pech chciał, że królestwo księżniczki zostało zaatakowane przez złowrogiego Linog, który zostawił wiadomość ojcu księżniczki… Że jego królestwo pozostanie bezpieczne tylko jeśli jego piękna córka zgodzi się poślubić Linog. Ta jednak, zakochana w księciu Ulap nie wyraziła zgody na niechciane małżeństwo. Tak też zaczęła się bitwa, na którą dotarł książę Ulap wraz ze swoim wojskiem. Jednak na jego oczach księżniczka Magayon została trafiona strzałą prosto w serce. Ten, gdy zobaczył, co się stało, ruszył jej na ratunek, na swej drodze jednak spotykając Linoga. Obaj stoczyli walkę, w której oboje polegli.

Skąd wziął się wulkan?

Księżniczka Magayon I Książę Ulap zostali spaleni w miejscu, w którym oboje zginęli, nie mając szansy wziąć ślubu I cieszyć się swoim szczęściem. Wedle legendy w miejscu, w którym zostali spaleni, powstała piękna góra. Jednak zazdrość Linoga nigdy nie ucichła, stąd ciągłe erupcje gory, zwanej Mount Mayon. Erupcje te to oznaka zazdrości. I tak jest po dziś dzień, Filipińczycy wierzą I czczą swoją niesamowitą górę, chlubiąc się faktem, że żyją u jej stóp, podporządkowując jej humorom swoje życie. O poranku dumnie prezentuje się z oddali, by popołudniem okryć się chmurami I przykryć swój stożek przed ciekawskimi.

Lion Hill

Poniżej widok z Lion Hill – nie jest to wysokie wzgórze, jednak warto zaglądnąć ze względu na widok wulkanu I morza dookoła. Weź jednak buty trekkingowe – jest tu naprawdę wilgotno I ślisko, a wejście w japonkach uznajemy za jeden z naszych głupszych pomysłów 🙂

Lignon Hill

Znacznie lepszy widok I jeśli nie masz czasu na oba wzgórza, zachęcamy do wejścia właśnie na to, jest z Lignon Hill. Tu, by wejść musisz kupić bilecik w cenie 25pesos (ok. 40eurocentów). Na dole też zaproponują Ci mnóstwo atrakcji w stylu quadów, zip line, mostów nad przepaścią. Nasza mała rada – przejdź się najpierw a szczyt I sam zobacz, co Cię czeka. Jeśli chodzi o quady – wszystko zależy od aktualnej aktywności wulkanu, jednak co do zasady możesz wyjechać maksymalnie do lini, gdzie znajduje się lawa z 2006 roku (ze szczytu zobaczysz, że wcale nie podjeżdżasz wysoko). Zaś zip liny są I tak na górze I możesz za nie zapłacić także na górze. Widok z zip line’a naprawdę niesamowity, z wulkanem z tle, koszt to 250pesos (czyli niecałe 4euro), więc jeśli masz okazję, warto. Piotrek nie żałuje 🙂

Najważniejszy jest jednak sam Mount Mayon – niesamowity, złowrogi, piękny! Otoczony zielenią, bujną roślinnością, górujący nad otoczeniem.

Z Legazpi na Bohol

Ostatecznie zaś zabraliśmy swoje plecaki I złapaliśmy samolot do Cebu, skąd promem udaliśmy się na wyspę Bohol w poszukiwaniu raju I Chocolate Hills. Dotarliśmy właśnie na miejsce, do hostelu, gdzie śpimy na…hamakach! Zostajemy tu 2, może 3 dni eksplorując wyspę zanim udamy się na następną. Pozdrawiamy z Bohol, przesyłając filipińskie słońce!

Chcesz zobaczyć więcej wpisów z naszej wyprawy dookoła Filipin?

Sprawdź je tutaj  i daj znać w komentarzu, czy Ci się podobało! 🙂

28 myśli na temat “Droga na Filipiny, Legazpi, Mount Mayon

  1. Trafiłem na Wasz blog niedawno, dzięki Beacie, która zwróciła na niego moją uwagę, już widzę że będę wracał często 🙂 Co do Mayon, to jeden z najpiękniejszych wulkanów na świecie, szkoda że nie udało się Wam wejść, ale faktycznie, ostatnio nieźle „poszalał” i aktywność może jeszcze się podnieść. Natomiast rekiny wielorybie – cóż, ostatnio szanse ich zobaczenia są faktycznie mniejsze, ryby zaczęły zmieniać nieco swoje zwyczaje, ale będziecie mieli powód do powrotu 🙂 Życzę udanego wyjazdu i będę śledził Wasze wpisy.

    1. Dziekujemy pieknie! Powrot na pewno w przyszlym roku na dluzej, wiec bedzie kolejna proba. Dzis za to spotkalismy delfiny i mnostwo niesamowitych zolwi morskich, wiec na rekiny wielorybie cierpliwie zaczekamy:) zapraszamy czesciej, jutro pojawi sie kolejny wpis, tym razem z Bohol. Pozdrawiamy slonecznie! 🙂

    1. Tak, zdajemy sobie z tego sprawę dlatego staramy się nieco przybliżyć tego kawałka świata 🙂 Mamy jednak świadomość, że często ludzie jadący na wakacje w europejskie kierunki wydają ogrom pieniędzy, a azjatyckie kierunki wydaja się im niedostępne. Przy odrobinie szczeście tj. znalezieniu okazyjnych biletów lotniczych takie 2 tyg. wakacje, choćby na Filipinach, można spędzieć taniej niż w europejskich kurortach 🙂 Wczoraj wróciliśmy z Sycylii i wiemy co mówimy – wydatki w Azji są kilku- albo nawet kilkunastokrotnie niższe niż w Europie 🙂

    1. Również uwielbiamy jeepneye! Zarówno za cene, za wygląd i za to, że jesteś bardzo blisko lokalnych ludzi 🙂 Co to kosztów podróżowania to zależy ile masz czasu. Jak wiadomo Filipiny to wyspy z dosyć płytkimi wodami stąd czasami, żeby gdzieś dotrzeć trzeba płynąć wydaawałoby się całkowicie na około. Do tego dochodzi czas… Jeżeli masz go dużo to możesz wybrać opcję wolnych promów, które są bardzo tanie aczkolwiek płyną nawet 24-48h, lub opcję szybkich łodzi, które robią taką samą trasę w 3-6 godzin jednak są kilkukrotnie droższe 🙂 a jesli masz bardzo malo czasu i chcesz obskoczyc wiecej wysp, kursuja tez samoloty, ktore jesli zabookujesz z wyprzedzeniem, sa w bardzo przystepnych cenach🙂

    1. Szkoda, że po erupcji, która nastąpiła 1,5 miesiąca przed naszymi odwiedzinami nie mogliśmy wdrapać się na wulkan 🙂 Ale nawet z odległości, idealny stożek Mount Mayon góruje nad otoczeniem i nie daje przejść obok siebie obojętnie 🙂

  2. Spadliście mi jak z nieba. Akurat dzisiaj moja mama kupiła bilety na Filipiny na styczeń, mam do niej dolecieć z Nowej Zelandii, gdzie mieszkam. Nasze kolejne spotkanie w połowie drogi 🙂 Dzięki za tekst, zostaję na dłużej!

    1. Super! Zakochasz sie w Filipinach! Szykujemy post podsumowujacy, wiec zapraszamy czesciej, a jakbys potrzebowala jakis tipow albo miala pytania – pisz, chetnie pomozemy!🙂 I daj znac, jak Ci sie podobalo!

  3. Jestem u Was pierwszy raz i wiem, że zostanę na dłużej. Na szczęście nie odwiedziłam jeszcze tych rejonów- na szczęście, bo fajnie będzie kiedyś podążyć w te miejsca, które odwiedziliście. Może i wulkan uda się zobaczyć? Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia!

    1. Baaaaardzo nam milo! 🙂 Wulkan jest cudowny, niestety nie moglismy wejsc, bo akurat byl nadwyraz aktywny, ale nawet z punktu widokowego wyglada wspaniale i majestatycznie! Musisz wybrac sie na Filipiny!

  4. Świetnie się czyta. Osobiście nie byłam na Filipinach, ale mój partner tak i opisuje mi je tak ekscytująco, że ciągle o nich czytam. Z wyboru lub przypadku. Kiedy z przypadku, to śmieję się, że przeznaczenie 🙂 Być może 🙂
    Uściski!

    1. W takim razie zdecydowanie przeznaczenie! A na Filipinach kazdy znajdzie cos dla siebie, bo kazda wyspa jest zupelnie inna! Rajskie plaze, soczyscie zielona dzungla, miejski zgielk stolicy, cisza i spokoj lub wioski pelne pol ryzowych i tubylcow! Filipin nie da sie nie kochac! Pozdrawiamy cieplo! 🙂

    1. Tak tak, swiezynka z tego roku, ale super opcja do wyrwania sie z lotniska! Niestety tylko 2 tygodnie, ale w przyszlym roku wracamy na znacznie dluzej 🙂 kolejne wpisy, film i wpis podsumowujacy w drodze! Mamy lekki poslizg, bo nasze lato na Malcie nie pozbawia nas atrakcji 🙂

  5. Filipiny to jedno z moich większych marzeń podróżniczych. I tak macie racje, że 2 tygodniowe wakacje w Azji będą tańsze niż w Europie – przynajmniej w sezonie, wystarczy tylko okazyjny bilet kupić. Pozdrawiam.

    1. W takim razie marzenie trzeba spełnić! 🙂 zdecydowanie tańsze,a klimat, kolory, ludzie – niezapomniane! Pozdrawiamy ciepło 🙂

  6. Piękną mieliście wycieczkę, a tak nawiasem to uroczą jesteście parą i czarne do rudego bardzo ładnie pasuje (niczym Ania z Zielonego Wzgórza wraz z Gilbertem) 🙂

    Azja jeszcze nie widziała mnie na swojej ziemi, ale o Filipach już tyle czytałam na różnych blogach, że nie wiem czy w końcu i moja noga tam nie postanie, tymbardziej, że w przyszłym roku podróż poślubna do zaplanowania:D

    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Dziękujemy pięknie, rude z czarnym pasuje najlepiej! 🙂 Jeśli podróż poślubna to Filipiny bardzo polecamy, nie rozczarujecie się, a ile wysp, tyle widoków i niesamowitych kolorów! W razie pytań – pisz śmiało, Azję kochamy i chętnie pomożemy! 🙂 Pozdrawiamy!

    1. Oj niezapomniana, wraca w snach 🙂 Dziękujemy pięknie i zapraszamy częściej! 🙂 Będziemy teraz zimą nadrabiać posty, bo latem nie było za wiele czasu 🙂

    1. Całe życie przed Tobą, dotrzesz i tutaj, marzenia są po to, by je spełniać – z takiego założenia wychodzimy my i wszystko powoli się spełnia z naszą malutką pomocą! 🙂 Do zobaczenia i pozdrawiamy cieplutko! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.