W Beskidzie Niskim nie ma tłumów, wielkich, sławnych atrakcji ani gwaru wielkich kurortów. Są za to puste drogi wijące się między malowniczymi wzgórzami. Są stare cerkwie ukryte pośród drzew, które opowiedzieć nam mogą wiele historii – trzeba się jednak wsłuchać w te opowieści wypowiadane szeptem. Znaleźć tu można także zapomniane cmentarze wojenne, które przypominają o burzliwej historii tych terenów. I ślady świata, który właściwie już nie istnieje. To kraina dawnej Łemkowszczyzny, gdzie historia pozostawiła po sobie niesamowitą mozaikę kultur, religii i tradycji. To także kraina, w której na każdym kroku poczuć można niezwykły spokój i zapomnieć o zegarku, bo czas płynie tutaj w swoim własnym rytmie. Beskid bez Granic i Beskid z Jankiem pozwala poczuć to wszystko każdemu – bez względu na wiek, na siłę w nogach czy samopoczucie. I zadba o to, by poznać tą niezwykłą mozaikę, która z łatwością potrafi w sobie rozkochać każdego wędrowca – młodego i starszego, z dobrą kondycją i tego, któremu sił niekiedy brakuje.

We wpisie tym zabierzemy Cię do małopolskiej części Beskidu Niskiego odkrywając przed Tobą niesamowitą różnorodność tego regionu. Dzięki projektowi Beskid bez Granic dotrzemy w każde z tych miejsc samochodem terenowym 4×4, co pomagać ma przeciwdziałaniu wykluczeniu turystycznemu pozwalając każdemu cieszyć się urodą tej pięknej krainy, poznając jego bogatą historię, tradycje i biorąc udział w turystycznym doświadczeniu, w którym być może nie mieliby szansy uczestniczyć samodzielnie.
Beskid bez granic – Beskid z Jankiem
Beskid bez Granic to projekt realizowany przez Stowarzyszenie „Beskid z Jankiem”, którego inicjatorem jest człowiek niezwykle oddany Beskidowi Niskiemu – Janek Gubała. Głównym założeniem tego projektu jest umożliwienie poznawania regionu osobom, które z różnych powodów (m.in. niepełnosprawności, wieku czy ograniczonej mobilności) nie mogą samodzielnie dotrzeć do wielu trudno dostępnych miejsc w Beskidzie Niskim. Janek organizuje wyjazdy dla osób starszych, ale także dla dzieci, kuracjuszy czy osób mających problem z poruszaniem się.

Ogromną rolę w wycieczkach w ramach projektu Beskid bez Granic odgrywają samochody terenowe 4×4, dzięki którym uczestnicy docierają w miejsca, do których prowadzą trudne, leśne czy nieutwardzone drogi. Tym samym odkrywają zapomniane cmentarze, podziwiają Tatry z punktów widokowych czy cerkwie łemkowskie. Poznają także dawne wsie łemkowskie czy ruszają do autentycznej bacówki. Ale to nie jest tylko transport. Wraz z uczestnikami takiej wycieczki cały czas jest przewodnik, który z pasją opowiada o tym pięknym regionie, jego historii, kulturze, tradycjach. A dodatkowym atutem jest możliwość spędzania czasu razem, poznania nowych osób w kameralnych grupach.

Sami mieliśmy przyjemność wziąć udział w takiej wycieczce, by przekonać się, jak jest organizowana, na czym polega i jakie miejsca uda nam się poznać. Poniżej przygotowaliśmy dokładny opis wyprawy, w której sami wzięliśmy udział, pamiętaj jednak, że tras i atrakcji jest dużo więcej, a plan może być dostosowywany pod indywidualne potrzeby i zainteresowania danych uczestników. Cieszymy się, że dzięki Jankowi więcej osób będzie w stanie poznać uroki jednego z najpiękniejszych regionów Polski i przekonać się, dlaczego „Beskid Niski sercu bliski…”.



Co zobaczyć w Beskidzie Niskim podczas wycieczki samochodem terenowym 4×4 – Beskid bez Granic
Poniżej przygotowaliśmy dla Ciebie dokładny opis miejsc, które odwiedziliśmy podczas naszej dwudniowej wycieczki z Beskid z Jankiem – autem 4×4 w ramach projektu Beskid bez Granic. Jak na pewno się przekonasz, trasa została zaplanowana tak, by każdy mógł poznać i docenić niesamowitą różnorodność regionu, nacieszyć się przyrodą, ale także zatopić się w bogatej historii tych terenów. W drugiej części tego wpisu znajdziesz mapę z zaznaczonymi miejscami, które poniżej opisaliśmy, a także garść informacji praktycznych, które pomogą Ci zorganizować Twój czas w Beskidzie Niskim i na Ziemi Gorlickiej.

Skansen u Włodzia
Pierwszym przystankiem podczas naszej wycieczki samochodami terenowymi 4×4 przez Beskid Niski był niezwykły Skansen u Włodzia w Regietowie, który już na wstępie pokazał, jak niesamowici ludzie mieszkają na tych terenach. Pan Włodzio jest Łemkiem, który po latach powrócił na ojcowiznę w poszukiwaniu swoich korzeni. I stworzył tu wspaniały skansen, w którym zgromadził pokaźną kolekcję przedmiotów z duszą, dając im niejako drugie życie i sprawiając, że wspomnienia dawnych lat stały się znowu żywe. Przez kilka ostatnich lat rozbudowywał swoją kolekcję – a to zdobywając coś na targach staroci, a to kupując od innych kolekcjonerów, a to znajdując jakąś perełkę w najmniej oczekiwanym miejscu. Wszystko z pasji i z własnych funduszy. Bo chciał, by dawne lata nie przemijały, by pamięć o nich pozostała wśród kolejnych pokoleń.




Drewniana, z pozoru zwyczajna chata w Beskidzie Niskim pełna jest przedmiotów, które przywracają ten dawny, zaginiony dla wielu świat… Tu żelazka z duszą, dalej protezy z czasów I wojny światowej, a obok nich naczynia, których niegdyś używano w każdym domostwie. A w garażu za wielkimi drewnianymi wrotami kryje się perełka – traktor Ursus z lat 60 – wymuskany, wypolerowany, wciąż sprawny. Co jakiś czas Pan Włodzio wyjeżdża tą piękną maszyną z garażu, z szerokim uśmiechem na twarzy i dumą. Warto tu zajrzeć i spędzić można tu śmiało nawet i kilka godzin podziwiając każdy wypielęgnowany element kolekcji i wsłuchując się w opowieści Pana Włodzia. Człowieka z ogromną pasją, życzliwością i otwartym sercem dla każdego wędrowca. Jesteśmy pewni, że pokaże Ci także portret swojego taty z czasów I wojny światowej, gdy jeszcze tutaj mieszkali… A potem przyszły wysiedlenia i Akcja „Wisła”, która na zawsze zmieniła te tereny. Nie zapomnij wrzucić coś do puszki, by dołożyć się do rozwoju tej pięknej i wzruszającej kolekcji, która stale rośnie.

Regietów na Jaworzynkach i punkt widokowy na Tatry – Beskid bez Granic
Jaworzynka w okolicach Regietowa to fantastyczne miejsce, by podziwiać malownicze widoki na Beskid Niski i tereny dawnej Łemkowszczyzny z zupełnie innej perspektywy. Dzięki Jankowi i projektowi Beskid bez Granic wjeżdżamy tutaj na punkt widokowy, z którego roztacza się panorama na porośnięte zielenią polany i lasy, rozległe pastwiska, na których wypasane są krowy i konie huculskie z pobliskiej stadniny. Patrząc stąd na te tereny aż trudno sobie wyobrazić, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu istniało tu wiele łemkowskich wiosek, które tętniły życiem. Śladami po nich są m.in. przydrożne krzyże i drzewka owocowe, które niegdyś rosły pośród drewnianych chyży dając mieszkańcom jabłka, grusze – dzisiaj zaś stoją pośrodku pustki i ciszy. Przyroda przejęła te tereny i rozgościła się tutaj na dobre…



Jadąc pośród wysokich drzew docieramy na punkt widokowy na Jaworzynce (780 m n.p.m.), skąd przy dobrej widoczności dostrzeżesz…wysokie szczyty Tatr! Przygotowano tutaj drewniane ławeczki i tablicę informacyjną, na której sprawdzisz, na które szczyty Tatr i Beskidów właśnie spoglądasz. Doskonałe miejsce, by się zatrzymać i w ciszy kontemplować te widoki – bez tłumów, bez komercji…

Góra Jawor – śladem Konfederacji Barskiej
Góra Jawor w okolicy Wysowej-Zdrój i na pograniczu Polski i Słowacji dzisiaj jest idealnym miejscem na spokojne wędrówki pośród bujnych lasów i ciszy, ale nie można zapomnieć, że kiedyś była to arena burzliwych i krwawych wydarzeń związanych z Konfederacją Barską. To właśnie na tutejszych stokach znajdował się niegdyś warowny obóz konfederatów, którzy miejsce to uznali za idealne ze względu na bliskość granicy z ówczesnymi Węgrami, ale także ze względu na naturalne ukształtowanie i walory, dające ochronę przed wrogiem.
Stojący w środku lasu krzyż upamiętnia walki z 4 sierpnia 1770 roku, gdy konfederaci toczyli bój z dużo liczniejszymi wojskami rosyjskimi. Było to bardzo krwawe starcie, bowiem konfederaci w liczbie około 400 osób zmierzyć się musieli z ponad 3000 żołnierzy rosyjskich. Dodatkowym utrudnieniem był atak ze strony lokalnych chłopów, gdy konfederaci zmuszeni byli do odwrotu. Szacuje się, że w tej jednej bitwie zginęło około 180 osób. Na cześć ich boju, heroizmu i odwagi postawiono tu w lesie krzyż, który jest melancholijnym miejscem pamięci poległych…


Góra Jawor ma 723 m n.p.m. i jest doskonałym miejscem na wędrówki, szczególnie, że można tu także przejść na słowacką stronę oferującą rozległe widoki, w tym także na Tatry. Dzięki Jankowi i Beskid bez Granic mieliśmy szansę wjechać tu autem 4×4, co jest sporym ułatwieniem, szczególnie dla tych, którzy nie mogą pozwolić sobie na piesze wędrówki. Tutejsze Nadleśnictwo ma w planach postawienie na Jaworze wieży widokowej, która pozwoli spojrzeć na okolicę z jeszcze innej perspektywy – liczymy na to, że budowa wieży się uda, miejsce to bowiem jest naprawdę wyjątkowe!
Stadnina Koni Huculskich „Gładyszów” w Regietowie
W Regietowie zobaczyć można także wyjątkowe miejsce, które uwiecznione zostało w takich filmach, jak „Ogniem i mieczem”, „Stara Baśń” czy „Bitwie Warszawskiej”. To największa w Europie stadnina koni huculskich, jednej z najstarszych polskich ras koni. Koni znanych z inteligencji i łagodnego charakteru. Mowa o Stadninie Koni Huculskich „Gładyszów” w Regietowie. Choć dzisiaj wioska jest bardzo kameralna, spokojna, jeszcze kilkadziesiąt lat temu tętniła życiem. Istniała tu bowiem jedna z wielu łemkowskich wsi, której mieszkańcy zostali wysiedleni po II wojnie światowej podczas Akcji „Wisła”… Były to de facto dwie wioski łemkowskie – Regietów Wyżny i Niżny.



Stadnina znajduje się z dala od zgiełku miasta, otoczona rozległymi polanami i łąkami, które kończą się wraz z bujnymi lasami. Działa ona jeszcze od lat 80. XX wieku, a dzisiaj może poszczycić się imponującą liczbą około 300 koni huculskich, co czyni ją rzeczywiście największą stadniną tej rasy w całej Europie. Można tu przybyć na lekcje jazdy konnej, na rajdy, ale także po prostu je pooglądać, a konie to o wielkiej urodzie! Regularnie organizowane są tutaj także różne ciekawe, konne wydarzenia połączone np. z jarmarkami czy wystawami lokalnego rzemiosła. Warto także usiąść w tutejszej Karczmie Huculanka na terenie stadniny, która serwuje wyśmienite dania, także te kuchni lokalnej. Nie można pominąć pysznej zupy chrzanicy, łemkowskich fuczek, ale także waru ze zlepieńcami, który rozgrzewa nawet w chłodny dzień! W okolicy stadniny, na szczycie góry Rotunda znajdziesz jeden z najciekawszych cmentarzy wojennych – cmentarz nr 51 „Rotunda” z charakterystycznymi, wielkimi krzyżami. Dotrzeć do niego można jednak wyłącznie pieszo.

Cmentarz wojenny nr 61 – Wirchne
Nie można zapomnieć, że tereny Beskidu Niskiego i Ziemi Gorlickiej były miejscem, gdzie w czasie I wojny światowej toczyły się zacięte walki… To właśnie dlatego w tutejszych lasach, na wzgórzach i w górach, ale także pośród łąk znaleźć można wiele cmentarzy wojennych, na których pochowano żołnierzy tu walczących. Mówi się, że ofiar było tu tak wiele, że rzeka Sękówka zmieniła swój kolor na czerwony, a gdyby zliczyć wszystkie ofiary, ziemie Beskidu Niskiego byłyby jednym, wielkim grobowcem… To dość ironiczne biorąc pod uwagę ten spokój, który dzisiaj czuć wędrując po tych sielankowych wręcz terenach…

Dlatego nie możemy zapomnieć także o tej części historii Beskidu Niskiego. Jednym z wielu śladów jest cmentarz wojenny nr 61 – Wirchne, który położony jest na 592 m n.p.m. i do którego dojechaliśmy z Jankiem dzięki Beskid bez Granic. Nekropolia ta została zaprojektowana, jak wiele innych, przez Dušana Jurkoviča, znanego z bardzo charakterystycznych elementów cmentarzy wojennych. Tutaj to kamienna, trójkątna ściana pomnikowa zwieńczona krzyżem, która wpisuje się w górski krajobraz regionu. Co też ciekawe, na tutejszych cmentarzach wojennych chowano żołnierzy wszystkich narodowości na jednym, wspólnym terenie – także ówczesnych wrogów. Tak też na cmentarzu nr 61 pochowano w sumie 199 żołnierzy – 194 armii austro-węgierskiej oraz 5 armii rosyjskiej. Zobaczyć tu można mogiły pojedyncze oraz zbiorowe. Zapytasz – dlaczego nie pochowano ich osobno, skoro walczyli przeciwko sobie? Twórcy tych cmentarzy wyszli z założenia, że najważniejsze, by każdy otrzymał godny pochówek, a ostatecznie wszyscy będą odpowiadać przed jednym, wspólnym bogiem i w ten sam sposób rozliczani. Przyznamy szczerze – mamy tu wielki szacunek, że mimo wrogości, mimo walk przeciwko sobie, nikomu nie odmówiono miejsca, w którym pozostaną już na wieki…
Pamiętać także należy, że w momencie trwania tu walk podczas I wojny światowej i podczas budowy cmentarzy wojennych – tereny te wyglądały zgoła inaczej. Były to rozległe, otwarte przestrzenie, dziś zaś porośnięte są bujnym lasem i roślinnością, która objęła je w swoje ramiona po jakże burzliwych dziejach, sprowadzając tu poczucie spokoju i sielanki.

Łemkowska Zagroda Edukacyjna „Dziubyniłka” w Gładyszowie
By lepiej poznać historię, ale przede wszystkim tradycje, kulturę i codzienne życie Łemków zamieszkujących niegdyś licznie tereny Beskidu Niskiego, bez wątpienia trzeba wybrać się do Łemkowskiej Zagrody Edukacyjnej w Gładyszowie, nieopodal Regietowa. To niewielkie, ale bardzo inspirujące miejsce, gdzie zebrano imponującą ilość eksponatów związanych z życiem Łemków. Głównym obiektem jest tutaj oryginalna chyża łemkowska z początku XX wieku, która przeniesiona została z pobliskiego Smerekowca. Przekraczając jej progi ujrzysz, jak kiedyś wyglądały wnętrza łemkowskiego domu i w jaki sposób toczyło się w nim życie. Pamiętać bowiem musisz, że łemkowskie domy służyły jednocześnie i jako dom mieszkalny, ale także jako budynek gospodarczy – wszystko pod jednym dachem. Tym samym zobaczysz tu część mieszkalną, gdzie zachował się piękny piec, który nie tylko służył do gotowania, ale także ogrzewania wnętrz, naczynia kuchenne, łóżka wraz z piękną kołyską i przedmioty do codziennej pracy. W drugiej części budynku ujrzysz przedmioty rolnicze, hodowlane i wiele więcej.




Co jest ogromną zaletą tego miejsca to fakt, że prowadzone jest przez prawdziwego pasjonatę – pana Jana, który jest Łemkiem i doskonale wie, jak poszczególne przedmioty obsługiwać chętnie dzieląc się swoją wiedzą i prezentując sposób ich użycia. Nie zobaczysz tu eksponatów w witrynach za szybą – to prawdziwe żywe muzeum, gdzie możesz dotknąć oryginalnych przedmiotów, zobaczyć, jak działają i zrozumieć, jak wyglądało codzienne życie jeszcze kilkadziesiąt lat temu. A było ono przepełnione ciężką pracą i w dużej mierze oparte o pory roku. Na terenie zagrody stoją także spichlerze, studnia z żurawiem, piękny wiatrak czy olejarnia. Regularnie organizowane są tutaj także ciekawe warsztaty, podczas których nauczyć się można m.in. obróbki lnu, młynarstwa czy tworzenia tradycyjnych zabawek. To miejsce z duszą, które pielęgnuje pamięć o łemkowskich tradycjach, kulturze i o ludziach, którzy przez wieki zamieszkiwali tereny Beskidu Niskiego.


Bacówka Józefa Klimowskiego w Czarnem
Choć bacówki kojarzą się dzisiaj głównie z Podhalem, od ponad 40 lat także tutaj, w Beskidzie Niskim, działa bacówka i tradycyjny wypas owiec. A wszystko za sprawą bacy Józefa Klimowskiego, który zapoczątkował wypas na terenach dawnej łemkowskiej wioski – w Czarnem przybywając tu w latach 80. i spędzając tu letnie miesiące po dziś dzień. Pasterskie tradycje, można rzec, że przejął od swojego ojca, który również był niegdyś bacą, a pan Józef od najmłodszych lat przyglądał się pracy taty czynnie mu w tym pomagając.

To nie jest żywe muzeum ani miejsce stworzone pod turystów. Co roku w okolicy maja do Beskidu Niskiego przywozi się nawet 2000 owiec, które spędzają tu letnie miesiące pasąc się na rozległych łąkach i pastwiskach pośród ciszy tego malowniczego regionu. Niegdyś wioska Czarne zamieszkana była przez liczną społeczność łemkowską, po której wysiedleniach pozostały przydrożne krzyże, ślady dawnej cerkwi i symboliczne drzwi do dawnej wsi. Dzisiaj zaś w lecie podziwiać tu można bacę i juhasów wędrujących z owcami, które słychać już z daleka dzięki dzwonkom i szczekaniu czujnych psów pasterskich. Ciężka to praca, bowiem każdego dnia juhasi muszą wydoić każdą z owiec, a dalej spędzić z nimi wiele godzin podczas wędrówki. W tutejszej bacówce ze świeżego mleka tworzą pyszne sery, w tym słynne oscypki, bundz, który wędrowcy mogą zakupić. Gdy zaś nadejdzie jesień… owce powracają na Podhale, tym jednak razem nie są przewożone. Baca rusza z nimi w najdłuższy w Polsce redyk podczas wielodniowej wędrówki, będącej przepięknym widowiskiem, do którego każdy może dołączyć na każdym jego etapie. Zimę owce spędzają w Nowym Targu, by na wiosnę ponownie powrócić do Beskidu Niskiego, na znane im łąki pośród głuszy dawnej Łemkowszczyzny. Jesteśmy pewni, że dotrzesz tu podczas wycieczki z Jankiem i Beskid bez Granic. Bo to jedno z tych miejsc, które przez ponad 40 lat swojego istnienia nie straciło na swojej unikatowej atmosferze.




Symboliczne drzwi do wioski Lipna – Beskid bez Granic
Beskid Niski przez wieki zamieszkiwany był przez niezwykle barwną grupę etniczną – Łemków, którzy na stałe wpisali się w krajobraz, kulturę i rzemiosło tych terenów. Choć przez lata mieszkali tutaj obok Polaków, Żydów tworząc razem barwną mozaikę, historia nie była dla nich łaskawa. Po II wojnie światowej doszło do Akcji „Wisła”, w ramach której Łemkowie byli przymusowo przesiedlani – a to na Ukrainę, a to na Ziemie Odzyskane całkowicie zmieniając krajobraz dawnego Beskidu Niskiego. Dawne wsie opustoszały, cerkwie nie miały już wiernych, kolejne chyże niszczały, a drzewa owocowe nie karmiły już mieszkańców. Nastała cisza, a tereny dawnych wiosek stopniowo przejmować zaczęła natura, zmieniając także krajobraz tych terenów. Po dawnych mieszkańcach dzisiaj pozostały podmurówki domów, przydrożne krzyże, wiele cerkwi, czasem drewniane chyże. A w miejscu niektórych wiosek postawiono symboliczne, bardzo wzruszające drzwi, które stanęły tam, gdzie dzisiaj jest głucho, spokojnie, a niegdyś tętniło życie.



Symboliczne drzwi znajdziesz m.in. w dawnych wioskach Czarne, Nieznajowa, Długie oraz Lipne. Ta ostatnia miała długą historię. Pierwsza wzmianka o wsi Lipne pochodzi jeszcze z XVII wieku. Wtedy też powstała tutaj pierwsza cerkiew, która służyła greckokatolickim mieszkańcom wsi. W XIX wieku zbudowano tutaj nową, drewnianą cerkiew pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Z czasem pośród mieszkańców wyznania greckokatolickiego, pojawiło się tu także kilku katolików rzymskich i Żydów, a w tutejszej szkole uczył Polak. Ponoć zorganizował on we wsi zespół muzyczny, który jeździł na różne występy po całej Polsce. Jak więc możesz się spodziewać, wioska była ciekawą, nieodosobnioną mozaiką kultur, języków i tradycji, które nawzajem się przenikały. Jednak podczas Akcji „Wisła” wysiedlono stąd mieszkańców, a wioska opustoszała…Dzisiaj jej symbolem są drzwi, na których wewnętrznej stronie zobaczysz dawne fotografie przedstawiające wioskę Lipne, a nawet cerkiew rozebraną w latach 50. przez pracowników pobliskiego PGR… Zwróć także uwagę na przydrożne krzyże oraz piękną rzeźbę Matki Boskiej z Dzieciątkiem i murowaną kaplicę. Przypomina, że kiedyś to miejsce wyglądało zupełnie inaczej…

Cmentarz wojenny nr 58 w Przysłupiu i Magura Małastowska
Jak już wspominaliśmy, Beskid Niski pełen jest ukrytych pośród przyrody cmentarzy wojennych z czasów I wojny światowej. Kolejnym wartym odwiedzenia jest cmentarz nr 58 w Przysłupiu położony wśród drzew na zboczu Magury Małastowskiej. Jest on wyjątkowy, bowiem jest to najwyżej w Europie położony cmentarz z czasów I wojny światowej (800 m n.p.m.). Podobnie jak w przypadku wspomnianych już wcześniej cmentarzy, również ten (i pobliski cmentarz nr 59 – również wart odwiedzenia) zaprojektowany został przez Dušana Jurkoviča. Na terenie tej nekropolii o kształcie prostokąta pochowanych zostało 136 żołnierzy – 64 armii austro-węgierskiej oraz 72 armii rosyjskiej – ponownie, pomimo walk przeciwko sobie, pochowani zostali wspólnie, na jednym cmentarzu.

W centralnej części tej nekropolii stoi monumentalny, kamienny pomnik zwieńczony charakterystycznym krzyżem. Cmentarz przez długi czas był w opłakanym stanie, jednak dzięki oddaniu lokalnych pasjonatów historii i kamieniarstwa, został odnowiony i obecnie znajduje się pod czułą opieką Stowarzyszenia Beskid z Jankiem i obowiązkowym punktem podczas wycieczki Beskid bez Granic. Na przodzie cmentarza ustawiono szklaną gablotę, w której codziennie zapalana jest świeca, ku pamięci poległych tu żołnierzy walczących podczas I wojny światowej.

Udając się zaś na wędrówkę przez las w okolicy cmentarza, na pewno zwrócisz uwagę na charakterystyczne zagłębienia w terenie czy kamienie obrośnięte mchem, które nie powinny się tutaj znaleźć. To fragmenty dawnych okopów z czasów walk podczas I wojny światowej. Wsłuchaj się w opowieści Janka, ma naprawdę ogromną wiedzę na ten temat, którą chętnie dzieli się podczas wspólnej wycieczki!
Zagroda Kopytkowo
W Ropicy Górnej w sercu Beskidu Niskiego wybrać się można do miejsca, które łączy wypoczynek w spokojnym otoczeniu wraz z kontaktem z naturą i zwierzętami. Tutaj powstała zagroda z rozległą łąką tuż nad rzeką i bujnym lasem, który odgradza to miejsce od zgiełku miasta i pędzącego za szybko czasu. Jest miejsce na spacery, na ognisko, na kąpiele w rzece, ale także na namiot. A na tych, którzy szukają nieco więcej komfortu czeka nowoczesna przyczepa, w której przygotowano część wypoczynkowo-noclegową, kuchnię, a nawet łazienkę.


To jednak żyjące tu zwierzęta są największą atrakcją Zagrody Kopytkowo, bo właśnie od nich wzięła swoją nazwę. Spotkasz tu bowiem swobodnie spacerujące kozy, kucyka podjadającego spadające z drzew jabłka, lamę, która sama dokonuje wyboru, z kim ma ochotę nawiązać kontakt, a największą atrakcją jest bez wątpienia osioł Maniek. To on tutaj rządzi wyjadając wszystkie jabłka i czasem nie dopuszczając do nich innych zwierzaków. Bez obaw, każde z nich jest tu karmione, a odwiedzający również mają szansę wziąć udział w karmieniu, pod czujnym okiem opiekunów kopytnych mieszkańców. To urocze miejsce nie tylko dla rodzin z dziećmi, ale także dla dorosłych. To swego rodzaju miejsce wytchnienia i terapii, gdzie dzięki kontaktom ze zwierzętami ma się poczucie, że wszystkie troski nagle znikają… Zagrodę można odwiedzać bez względu na to, czy planujesz tutaj nocleg czy też nie. Pamiętaj jednak, by zwierzęta karmić wyłącznie produktami, które najpierw skonsultujesz z ich opiekunami na miejscu.

Cerkiew w Owczarach
Tereny Beskidu Niskiego są ewenementem jeśli chodzi o ilość obiektów wpisanych na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wśród nich jest wspaniała cerkiew Opieki Matki Bożej w Owczarach. To drewniana, zachodnio-łemkowska cerkiew, która została wybudowana jeszcze w 1653 roku. Na przestrzeni wieków była ona wielokrotnie przebudowywana i zmieniała swój wygląd, pozostaje jednak jedną z najpiękniejszych i najstarszych łemkowskich cerkwi w Polsce. Wpis na listę UNESCO zawdzięcza nie tylko swojej wielowiekowej historii, ale także autentyczności swojej oryginalnej konstrukcji i wspaniałym wnętrzom.



Cerkiew można zwiedzać, codziennie na miejscu znajduje się lokalny przewodnik, który z chęcią opowiada o wszystkich niezwykłych detalach w świątyni. W jej wnętrzu kryje się piękny, barokowy ikonostas pochodzący z XVIII wieku oraz zachwycające ołtarze boczne. Nie można także przejść obojętnie obok kolorowych i pełnych detali polichromii pokrywających ściany świątyni. To także jedna z nielicznych świątyń, gdzie można wejść do prezbiterium, przeznaczonego dla kapłana prowadzącego nabożeństwa. Koniecznie zwróć tu uwagę na sklepienie z aniołami, od których trudno oderwać wzrok…
Przez wieki z cerkwi korzystali greckokatoliccy wyznawcy, mieszkańcy wsi – Łemkowie. Historia nie była dla nich łaskawa – po II wojnie światowej zostali wysiedleni w ramach Akcji „Wisła”, a cerkiew przeszła w ręce kościoła rzymskokatolickiego. Znając jednak historię tych terenów i wielu innych, na zawsze utraconych cerkwi, przejęcie przez kościół rzymskokatolicki pozwoliło na ochronę tej wspaniałej świątyni przed rozbiórką czy zniszczeniami. Prawdopodobnie właśnie dzięki temu podziwiać ją możemy w pełnej okazałości po dziś dzień. Z czasem niektóre łemkowskie rodziny powróciły tutaj, a w cerkwi ponownie zaczęto odprawiać nabożeństwa greckokatolickie, na przemian z rzymskokatolickimi. To piękny ukłon w stronę dawnej, obecnej tu przecież, różnorodności religijnej i kulturowej, która tworzyła przez wieki barwną mozaikę Beskidu Niskiego.



Wapienne – Beskid bez Granic
Choć Beskid Niski słynie z uzdrowiska Wysowa-Zdrój, warto pamiętać, że w tej okolicy znajduje się także inne, najmniejsze w Polsce uzdrowisko – Wapienne. Leży ono na skraju Magurskiego Parku Narodowego, zaledwie kilkanaście kilometrów od Gorlic, pośród zieleni lasów i wzgórz idealnych na spacery i wędrówki. Spacerując dziś po Wapiennem pewnie trudno sobie wyobrazić, że jego historia sięga jeszcze XVII wieku. Już wtedy wykorzystywano tutejsze wody mineralne, a w XIX wieku powstały piękne łazienki zdrojowe ze stanowiskami kąpielowymi, ciekawe architektonicznie obiekty, do których przybywali nie tylko mieszkańcy okolic, ale także żołnierze wojen napoleońskich. Historia zrobiła jednak swoje – kolejne wojny i pożary zabrały ze sobą zabytkową zabudowę, po której na próżno szukać dzisiaj śladów. Największe żniwo zebrały toczące się na Ziemi Gorlickiej walki w czasie I wojny światowej, po której uzdrowisko odbudowano i które ponownie stało się ofiarą walk w czasie II wojny światowej.

Tak też dzisiejsza zabudowa Wapiennego to efekt powojennych działań, stąd zupełnie inne wzory architektoniczne, związane z inną epoką. W latach powojennych (50.,60.) zbudowano m.in. pawilon hotelowy, kawiarnię czy stołówkę. Status uzdrowiska Wapienne otrzymało w 1986 roku i od tej pory każdego roku przyciąga kuracjuszy, którzy cenią to miejsce za kameralną atmosferę, bliskość przyrody, otoczenie lasów i mnóstwo możliwości spacerów. Uzdrowisko może poszczycić się bogactwem wód siarczkowych i siarkowodorowych, ale także lokalnej borowiny, która używana jest w zabiegach dla kuracjuszy. Leczy się tutaj przede wszystkim choroby narządów ruchu i dolegliwości reumatyczne. W Pijalni, która jest bardzo urokliwym, okrągłym obiektem, napić się można wód z ujęć „Marta” i „Kamila”, które używane są także w Wapiennem do inhalacji i kąpieli leczniczych. Napić się ich można także spacerując po Parku Zdrojowym z tamtejszych ujęć ukrytych pośród drzew. A w Restauracji Astoria koniecznie spróbować trzeba przepysznych, domowych pierogów, zaś w bardzo ciekawej architektonicznie Kawiarni Rotunda czekają doskonałe gofry – lepsze niż nad Bałtykiem! W lecie dodatkową atrakcją dla kuracjuszy (i nie tylko) jest odkryty basen, który umila czas w słoneczne dni. Przyznamy szczerze, że kameralna atmosfera Wapiennego naprawdę się udziela!




Gorlice – Miasto Światła
Te piękne tereny to nie tylko pachnące drewnem cerkwie i kościoły, pełne zieleni góry i lasy, ukryte przed światem cmentarze wojenne. To także Gorlice – miasto mocno związane z Ignacym Łukasiewiczem i jeden z głównych punktów na Karpacko-Galicyjskim Szlaku Naftowym, który powstał, by upamiętnić bogate tradycje naftowe na tych terenach, będących kolebką wydobycia czarnego złota. Swoje zwiedzanie Gorlic warto rozpocząć od serca miasta czyli Rynku z tarasowym, oryginalnym układem urbanistycznym pochodzącym jeszcze z XVI wieku. Góruje nad nim Ratusz z wieżą zegarową, w której do dzisiaj czas wyznacza zabytkowy zegar stworzony przez słynnego zegarmistrza z Krosna – Michała Mięsowicza i jego Fabrykę Zegarów Wieżowych. Niekiedy, w czasie wydarzeń kulturalnych, wieża zegarowa otwierana jest dla zwiedzających, a roztacza się z niej piękny widok nie tylko na same Gorlice, ale także malownicze okolice pełne zieleni i wzniesień. Niegdyś sam Ignacy Łukasiewicz dzierżawił tu lokal, gdzie działała jego apteka. Nie powinno więc dziwić, że pod miejscem, gdzie mieściła się jego apteka stoi urocza ławeczka, na której można przysiąść obok samego Łukasiewicza.




Nieopodal Ratusza dumnie stoi piękna, neorenesansowa Bazylika Mniejsza pw. Narodzenia NMP. Została zaprojektowana przez Franciszka Pavoniego, a w jej wnętrzu znaleźć można ołtarz Marconiego. Fasada kościoła nawiązuje do form klasycznych, jest monumentalna, a sam kościół był jedyną świątynią w mieście aż do lat 80. XX wieku. Nie jest także przypadkiem, że Gorlice zyskały miano „Miasta Światła”! To właśnie tutaj, na zbiegu ulic Węgierskiej i Kościuszki, w 1854 roku zapłonęła pierwsza na świecie uliczna lampa naftowa! Dzisiaj trudno nam wyobrazić sobie, jak ogromnym postępem było wynalezienie lampy naftowej i zmiana oświetlenia ulicznego właśnie na takie lampy. W miejscu, w którym stanęła ta pierwsza, dzisiaj stoi pomnik-kapliczka w kształcie lampy naftowej z posągiem Chrystusa Frasobliwego z wychodzącą z niego uliczną lampą naftową. Innym symbolem Miasta Światła jest także piękny mural nieopodal rynku. By go zobaczyć, należy wejść w ulicę Wąską, gdzie ujrzysz dzieło przedstawiające Ignacego Łukasiewicza, Gorlice i Ziemię Gorlicką będącą naftowym El Dorado. Przyznamy, że to jeden z piękniejszych murali, jakie widzieliśmy w Polsce. Warto również wybrać się do Muzeum Regionalnego PTTK oraz do Izby Pamięci „Gorlice 1915”, w których poznasz historię, często burzliwą, Ziemi Gorlickiej. Nie można także pominąć żydowskiego kirkutu oraz stojącego tuż przy bramie cmentarza Siduru Przechodniów w kształcie gwiazdy Dawida. To miejsce przypomina o licznej niegdyś społeczności żydowskiej zamieszkujących miasto do II wojny światowej.


Skansen Przemysłu Naftowego „Magdalena”
Gorlice to nie tylko miasto światła za sprawą pierwszej na świecie ulicznej lampy naftowej. To także kraina czarnego złota, gdzie przez wiele lat w krajobrazie dominowały liczne szyby naftowe wydobywające ropę naftową. Beskid Niski, kiedyś będący częścią Galicji pachniał ropą i fortunami, a w krajobrazie od Gorlic, przez Jasło, Krosno, Ustrzyki Dolne aż po ukraiński Drohobycz i Lwów dominowały setki, jak nie tysiące wyrastających z ziemi szybów naftowych. Historię tych terenów z perspektywy wydobycia ropy naftowej poznasz w Skansenie Przemysłu Naftowego „Magdalena” w Gorlicach, który powstał na terenie dawnej kopalni „Magdalena” i znajduje się pod opieką dawnego górnika pamiętającego dobrze czasy czarnego złota. Z wielką pasją dzieli się opowieściami, które pobudzają wyobraźnię i uświadamiają, że to właśnie Beskid Niski był prawdziwą, światową kolebką wydobycia ropy naftowej.

Skansen pokazuje pamiątki związane z historią wydobycia ropy naftowej w Polsce i na terenach Ziemi Gorlickiej. Już na wejściu dominuje wielki, drewniany szyb z wieżą wiertniczo-widokową typu Kanadyjka wraz ze znajdującymi się w środku pięknymi fotografiami przedstawiającymi dawny krajobraz tych terenów. Z bliska przyjrzysz się tutaj kuźni, zobaczysz wiele ciekawych eksponatów i narzędzi, które jeszcze 100 lat temu były wykorzystywane w przemyśle naftowym. W pomieszczeniu z pamiątkami właściciela zobaczyć można wiele wspaniałych eksponatów związanych z przemysłem naftowym łącznie z flakonami z próbkami ropy naftowej z wielu kopalni czarnego złota na terenie Beskidu Niskiego.
Choć wydobycie ropy naftowej na skalę przemysłową ruszyło w połowie XIX wieku, nie oznacza to, że ropa nie była znana już wcześniej. Właśnie dlatego poznasz także historię tzw. łebaków zbierających niegdyś ropę, zwaną olejem skalnym, z kałuż. To naprawdę ciekawe miejsce, którego nie można pominąć podczas odkrywania Beskidu Niskiego. A pan Kazimierz – właściciel – jest prawdziwą kopalnią wiedzy o wydobyciu ropy naftowej na tych terenach.




Drewniany kościół w Sękowej – Beskid bez Granic
Kościół pw. św. Filipa i św. Jakuba w Sękowej to kolejny przykład wspaniałej drewnianej architektury sakralnej Beskidu Niskiego i województwa małopolskiego. Jego wyjątkowość doceniona została wpisem na prestiżową Listę światowego dziedzictwa UNESCO, jako jeden z kilku drewnianych obiektów sakralnych regionu, obok wspomnianej wcześniej cerkwi w Owczarach. Kościół wybudowany został jeszcze w 1520 roku i jest doskonałym przykładem późnogotyckiego budownictwa drewnianego. Jego charakterystycznym elementem są tzw. soboty, czyli zadaszone podcienia wokół świątyni. Pamiętać musisz, że niegdyś kościołów było znacznie mniej niż dzisiaj, a na niedzielne nabożeństwa czy świąteczne obchody przybywali także wierni z dalekich okolic. Tym samym często musieli oni ruszyć dużo wcześniej, niekiedy przybywając tutaj w soboty i spędzając noc pod zadaszeniem zanim udadzą się na poranne nabożeństwo. Właśnie stąd wzięła się nazwa „soboty” określająca wspomniane zadaszenia.

Kościół zbudowano w konstrukcji zrębowej i przykryto gontem, a wspomniane soboty i wieżyczka na sygnaturkę została dobudowana nieco później, w XVIII wieku. I choć świątynia służyła wiernym przez wiele wieków, mocno ucierpiała ona w czasie I wojny światowej podczas burzliwych walk toczonych na tych terenach. Drewniane elementy kościoła wykorzystywane były przez walczących tu żołnierzy na opał i do umacniania okopów, których na tych terenach było mnóstwo. Na szczęście świątynię udało się ocalić, a po zakończeniu I wojny światowej szybko ruszyła odbudowa zabytkowego kościoła, dzięki czemu podziwiać go możemy po dziś dzień. Wojna sprawiła także, że bezpowrotnie utracono także część oryginalnego wyposażenia kościoła, do dzisiaj jednak zachował się m.in. ołtarz główny czy XIX-wieczne polichromie. Dzisiaj ta drewniana perła służy jako kościół filialny parafii w Sękowej, główną świątynią pozostaje zaś murowany kościół położony nieopodal.



Wieża widokowa na Łysuli
W bezpośredniej okolicy Gorlic wybrać się można także na krótką wędrówkę, by podziwiać widoki z zupełnie innej perspektywy. Od niedawna bowiem na szczycie Łysula (551 m n.p.m.) w Beskidzie Niskim dumnie stoi wieża widokowa. Dojście od parkingu położonego na zboczu góry zajmuje zaledwie 20 minut i wiedzie drogą szutrową, tym samym nie jest to wędrówka wymagająca specjalnej sprawności czy nawet butów trekkingowych. Przy ścieżce ustawiono wielką ławkę, która kusi, by zrobić sobie na niej zdjęcia, a także drewniane leżaki, na których można położyć się i łapać promienie słoneczne delektując się ciszą.

Po dojściu na wieżę widokową trzeba wejść schodkami na jej szczyt (wstęp darmowy) i podziwiać można 360 stopniową panoramę na Beskid Niski – szerokie łąki i pastwiska, bujne lasy i niewielkie miejscowości, poprzecinane wzniesieniami i górami. Przy dobrej widoczności ujrzysz stąd nawet wysokie szczyty Tatr! Mieliśmy to szczęście, że będąc tu o zachodzie słońca we wrześniu mogliśmy je podziwiać w oddali. Zresztą nie będziemy ukrywać, że złota godzina i zachód słońca są zdecydowanie najlepszym momentem, by się tu wybrać. Kolory są po prostu bajeczne i zmieniają się z każdą minutą, gdy słońce powoli schodzi coraz niżej, by ukryć się za jednym z beskidzkich szczytów.

Ale jest coś jeszcze… Wieża ta nie jest zwykłą wieżą! Ktoś miał fantastyczny pomysł, by prócz podziwiania z niej widoków, zrobić tu także…zjeżdżalnię! Tym samym, gdy skończysz już wpatrywać się w rozległe panoramy, zejdź piętro niżej względem platformy widokowej, poczekaj na zielone światło i zjedź na dół! Choć wydawać się może, że to atrakcja tylko dla dzieci (a te są nią zachwycone!), również wielu dorosłych ma tutaj frajdę (my także mieliśmy!). Przyznamy, że to bardzo ciekawe połączenie i świetny pomysł!


Beskid bez Granic – Informacje praktyczne
Mapa atrakcji – Beskid bez Granic
Gdzie i co zjeść w Beskidzie Niskim – kuchnia regionalna
Kuchnia regionalna Beskidu Niskiego od wieków opierała się na lokalnych produktach, które były i są tutaj dostępne. Pamiętać musisz, że nie są to tereny urodzajne – brakuje żyznych gleb, które mogłyby nadawać się pod rozległe pola uprawne, a dodatkowo ukształtowanie terenu, góry były i pozostają dodatkowym utrudnieniem w rolnictwie. Właśnie dlatego zobaczysz tu przede wszystkim łąki i pastwiska, a lokalna kuchnia oparta jest na prostocie. Szczególne miejsce w Beskidzie Niskim zajmuje kuchnia łemkowska, która do dzisiaj obecna jest w życiu codziennym mieszkańców, ale także w lokalnych restauracjach z daniami regionalnymi.

Kuchnia łemkowska jest prosta, pożywna i oparta na produktach, które można było wyprodukować w swoich gospodarstwach na wymagającym terenie Beskidu Niskiego. To przede wszystkim różnego rodzaju kasze, ziemniaki, mąka i mleko, rośliny strączkowe, ale także kapusta, grzyby czy dary lasu. Mięso pojawiało się na stołach głównie przy okazji świąt i uroczystości. Kuchnia ta była także mocno związana z sezonowością – w lecie korzystano z warzyw, owoców, leśnych ziół, w zimie zaś często używano kiszonej kapusty czy suszonych grzybów. Doskonałym przykładem zimowego dania łemkowskiego jest kisełycia – rodzaj żuru na bazie mąki owsianej podawana z ziemniakami, a odświętnie także ze skwarkami. Innym, popularnym do dzisiaj daniem są fuczki – przypominać mogą placki ziemniaczane, jednak tutaj bazą jest kiszona kapusta. Na rozgrzanie doskonały będzie war ze zlepieńcami – zupa nieco podobna do rosołu zrobiona z soku z kiszonej kapusty, podawana z małymi pierożkami z mięsem. Nie można także zapomnieć o hałuszkach czyli kluskach z tartych ziemniaków, niekiedy podawanych z serem. Innym daniem, którego warto spróbować w Beskidzie Niskim, niezwiązanym jednak bezpośrednio z Łemkami, jest zupa chrzanica, która konsystencją przypomina żur, jednak tu ważnym elementem jest chrzan.


Dania kuchni regionalnej wciąż obecne są w tutejszych lokalach gastronomicznych, które pielęgnują stare receptury i tradycje kulinarne. Przyznamy szczerze, że podczas każdej podróży szukamy właśnie dań regionalnych, co niekiedy może być problematyczne, gdy wydaje się, że wszystkie menu na świecie zdominowała pizza i burgery… Właśnie dlatego polecamy wybrać się do Karczmy Huculanka w Regietowie, gdzie czekać będą na Ciebie m.in. fuczki, chrzanica czy war ze zlepieńcami czy też do Gościnnej Chaty w Wysowej-Zdrój, gdzie skosztujesz pyszną kisełycię i hałuszki. W Restauracji Astoria w uzdrowisku Wapienne spróbujesz fuczek, choć tutaj zdecydowanie wygrywają doskonałe domowe pierogi! Jeśli zaś trafisz na nocleg do Ośrodka „U Zosi” (o którym piszemy niżej” – przepadniesz dzięki domowej kuchni Pani Zosi, która również nie boi się tradycji w kuchni!
Gdzie nocować w Beskidzie Niskim – Beskid bez Granic
W Beskidzie Niskim znajdziesz wiele ciekawych i różnorodnych opcji noclegowych. Są campingi i pola namiotowe, gdzie spędzasz czas na łonie natury przez rodzinne agroturystyki, gdzie poczuć się można jak w domu po coraz popularniejsze, klimatyczne glampingi, które dają bliskość natury i odrobinę luksusu w jednym. Tak też każdy jest w stanie znaleźć tu coś dopasowanego do własnych potrzeb i oczekiwań.
My podczas naszej wycieczki Beskid bez Granic nocowaliśmy „U Zosi” w Zdyni i był to strzał w dziesiątkę. Tutaj można poczuć prawdziwy, sielski klimat Beskidu Niskiego. Jest spokojnie, swojsko, bez wielkomiejskiego pośpiechu. Ośrodek ten znajduje się w samym sercu Beskidu Niskiego, blisko Magurskiego Parku Narodowego i otoczony jest z każdej strony pięknymi atrakcjami – tu cerkiew, tam szlaki piesze i rowerowe, kojąca duszę natura i cisza. Największym atutem tego miejsca jest oczywiście Pani Zosia we własnej osobie, która z wielkim sercem i gościnnością przyjmuje każdego wędrowca sprawiając, że od pierwszych chwil czujemy się jak na wsi u naszej babci. Pani Zosia osobiście gotuje w swojej kuchni, gdzie wciąż w użyciu jest stary piec kaflowy i przez cały rok używane są lokalne dobra. Sami trafiliśmy akurat na moment, gdy pomiędzy przygotowywaniem śniadania a gotowaniem obiadu, pani Zosia w wielkich garnkach robiła powidła z przydomowej śliwki i jabłek, ale także domowe szynki, które smakują zupełnie inaczej niż te sklepowe. Jest tu serdecznie, spokojnie, a po całym dniu odkrywania Beskidu Niskiego zawsze czekała na nas ciepła, domowa kolacja, herbata i wygodne łóżko. Dlatego jeśli szukasz miejsca, które jest nie tylko noclegiem, ale także częścią beskidzkiego doświadczenia, z serca polecamy zatrzymać się właśnie U Zosi w Zdyni!



Czy warto odwiedzić Beskid Niski? Beskid bez Granic
Mamy nadzieję, że po lekturze tego wpisu nie masz już wątpliwości, że Beskid Niski to region wyjątkowy, który potrafi skraść wiele serc. Pozwala odpocząć od zgiełku i masowej turystyki i jednocześnie odkrywać niezwykłą mozaikę, która przez wieki się tutaj ukształtowała. Te spokojne, łagodne góry i tereny zachwycają swoją różnorodnością wnosząc do serca spokój i zwalniając tempo. Największą wartością Beskidu Niskiego jest to, że tutaj nie trzeba wybierać między przyrodą, historią i kulturą. Te wszystkie elementy się tutaj przeplatają na każdym kroku.
Idąc leśną ścieżką trafisz na zapomniane cmentarze wojenne czy ukryte pod mchem ślady dawnych wiosek. Podziwiać będziesz pachnące drewnem cerkwie i obserwować dziką przyrodę. A wycieczka ze Stowarzyszeniem „Beskid z Jankiem” i jego projektem Beskid bez Granic sprawi, że zwiedzanie regionu będzie miało charakter podróży w czasie i przestrzeni – także dla tych, którzy z pozoru nie mogliby sobie pozwolić na odkrywanie regionu w tradycyjny, pieszy lub rowerowy sposób.
Ruszaj więc w Beskid Niski i daj sobie szansę na to, by serce wypełnił Ci spokój, a oczy napełniły się widokami, które długo będziesz wspominać…

Projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego – materiał reklamowy Stowarzyszenia Beskid z Jankiem i Województwa Małopolskiego.

Wybierasz się w podróż?
- Szukasz inspiracji podróżniczych? Zobacz inne nasze posty!
- Zobacz nasze interaktywne przewodniki po Malcie, Gozo i Comino w formie e-booków! Idealne kompendium wiedzy na temat Malty!
- Sprawdź nasz przewodnik po Rzymie – Rzymbook. Jedyny w swoim rodzaju przewodnik po Wiecznym Mieście, który napisaliśmy z Wędrownymi Motylami oraz Lacjumbook – przewodnik po włoskim regionie Lacjum!
- Zobacz nasz przewodnik po województwie podkarpackim – Podkarpackie do zobaczenia – laureat pierwszego miejsca w kategorii przewodniki w Ogólnopolskim Przeglądzie Książki Krajoznawczej i Turystycznej PTTK!
- Zaglądnij do nas też w social mediach! Tutaj znajdziesz nas na Instagramie, Facebooku i Youtubie!



3 komentarze
Niektóre z tych miejsc mieliśmy już okazję odwiedzić ☺️
Niektóre z tych miejsc udało mi się zobaczyć 🙂
Fantastyczna przygoda 🙂