Bohol – Tarsiery, Loboc, Chocolate Hills & Cebu – Kawasan Falls

Wyspa Bohol na skuterze

Drugi, a zarazem ostatni dzień na wyspie Bohol był jednym z najlepiej spędzonych dni I piękniejszych widoków na Filipinach. Bowiem Filipiny to nie tylko rajskie plaże, lazurowa woda I piękne rafy koralowe. Filipiny to także niesamowicie zielona prowincja, nieziemskie wodospady pośrodku niczego… A także nie występujące w innej części świata zwierzęta. Pokażemy Wam dziś inne Filipiny niż te z pocztówkowych zdjęć I reklam! Zapraszamy na wycieczkę przez filipińską prowincję!

Sanktuarium Tarsierów

Z samego rana wypożyczyliśmy skuter I mniej więcej zaplanowaliśmy trasę poprzez najciekawsze miejsca na wyspie Bohol. Pierwszym punktem było Sanktuarium niesamowitych zwierząt – Tarsierów. Jeśli będziesz chciał kiedyś zobaczyć te stworzenia, mała rada – na Boholu są 2 miejsca, w których turyści mogą zobaczyć tarsiery – jedno – Philippine Tarsier Sanctuary niedaleko Corelli, w których byliśmy my. Jest miejscem, gdzie są one ściśle chronione przez pracowników. Bowiem tarsiery to maleńkie stworzenia, które prowadzą nocny tryb życia, zaś w dzień odsypiają. Zaś drugie miejsce, niestety słynniejsze to Loboc Tarsier Conservatory, w którym turyści dotykają tarsiery, karmią, nie pozwalają im spać. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że tarsiery to niezwykle wrażliwe stworzenia, które bardzo boją się kontaktu z człowiekiem, z łatwością popadają w stany lękowe I depresję. Dodatkowo w ciągu dnia naprawdę potrzebują snu, gdyż nocą są bardzo aktywne – wtedy polują, zmieniają swoją pozycję (mimo, że są maleńkie, potrafią przeskoczyć 5 metrów).

Rzeka Loboc

Dalej wsiedliśmy na skutery I ruszyliśmy ku rzece Loboc, gdzie chcieliśmy wynająć kajaki I przepłynąć choć kawałek malowniczą rzeką. Okazuje się jednak, że znalezienie kajaków to nie taka prosta sprawa, jedynym miejscem jest hostel Nuts Huts oddalony nieco od miasta Loboc. Kajaki wynajmuje się na godziny I tu pojawia się pytanie, ile masz czasu I siły wiosłować w pełnym słońcu. Inną opcją, tą bardziej popularną I bardzo komercyjną jest są pływające bufety. Płacisz wstęp na godzinny rejs kolorową łódką po rzece, mając w cenie bufet na łódce. Często czas ponoć umilają lokalni grajkowie. Ponoć widoki piękne, nas jednak to nie przekonało, gdy zobaczyliśmy, jak komercyjne się to miejsce zrobiło. Ale…z hostelu, w którym szukaliśmy kajaków, zaintrygowało nas coś innego…:)

Zip line Loboc

Zip line przewieszony między wzgórzami nad nurtem rzeki, długość 500metrów, wysokość ok. 200metrów. Brzmi nieźle co? 🙂 Więc kajaki I łódki odpuściliśmy, zip line wyglądał zbyt ciekawie, by nie skorzystać!

Przyznać trzeba, że doświadczenie to niesamowite. Koszt przygody za kurs w 2 strony to 400pesos, czyli 8 dolarów. Jedne z najlepiej wydanych pieniędzy dla Piotrka, dla Karoliny może nie do końca. Ale ostatecznie starch przełamany, a widoki robiły swoje. Byłoby łatwiej, gdyby obsługa nie powiedziała Karolinie przed startem, że z jej wagą może się zdarzyć, że straci prędkość I zatrzyma się nad przepaścią na linie… Ale żeby się nie martwiła, obsługa wtedy ją ściągnie…Ostatecznie jednak obyło się bez tego, a kolejna przygoda odhaczona!

Chocolate Hills

Czas jednak dotrzeć na słynne Chocolate Hills, czyli niesamowitą formację wzgórz. Swoją nazwę biorą od faktu, że w najbardziej suchym okresie roślinność na wzgórzach wysycha, przez co kolory z zieleni zmieniają się na brąz. Choć dotarliśmy tu w czasie, kiedy wzgórza powinny być pokryte brązem, całe szczęście soczysta zieleń wciąż nie odpuszczała! Wiele osób, mówiło, że Chocolate Hills to nic takiego, to stracony czas itd. Przyjechaliśmy tu z mieszanymi uczuciami I z niskimi oczekiwaniami, wracaliśmy zachwyceni! Choć wzgórze, z którego podziwiać można Chocolate Hills (Chocolate Hills Viewdeck Point) to miejsce dość komercyjne – możesz kupić wszystko w okolicach parkingu, na szczycie punktu widokowego pozostajesz już tylko Ty I otaczające Cię niesamowite pagórki, których obecność do dziś nie jest wyjaśniona. Lokalsi wierzą, że urosły z łez płaczącego giganta 🙂

Prowincja na Boholu

Przyznać trzeba, że trasa przez środek wyspy, prowadząca do Chocolate Hills jest niesamowita! Jesteśmy wielkimi fanami azjatyckiej prowincji, która w każdym kraju jest inna. Dotąd największe wrażenie zrobiły na nas wietnamskie pola ryżowe na wsiach, przez które przejeżdżaliśmy. Jednak filipińskie wioski na Boholu, pola ryżowe otoczone gigantycznymi palmami I tropikalnymi drzewami, wzgórza wyrastające z nikąd, zapach ryżu I trawy, bawoły skąpane w błocie, farmerzy ciężko pracujący w pełnym słońcu – coś pięknego! Jechaliśmy z otwartymi buziami!

Camugao Falls

Czas leciał bardzo szybko, robiąc kolejne kilometry na skuterze, my jednak mieliśmy w planie jeszcze tego samego dnia wieczorem wsiąść na pokład ostatniego promu z Tagbilaran do Cebu. Powinniśmy już kierować się do punktu początkowego, by oddać skutery, zabrać plecaki I ruszyć ku przystani. Ale gdyby tak jeszcze zaglądnąć, choć na 5 minut, może 7 nad Camugao Falls? Przecież I tak są po drodze…tak tylko zaglądnąć…ok, jedziemy, podążamy za znakami docierając do łąki, gdzie nie ma żadnych aut, skuterów, nic prócz 3 starszych Filipinek, potwierdzających, że dobrze trafiliśmy. Do wodospadu trzeba nieco podejść, przez łąkę, potem schodami w dół, uważajcie, może być ślisko. Ok, lecimy na łeb na szyję, za 2,5h prom a jesteśmy dobry kawał drogi od hostelu. Czy można jednak się oprzeć kąpieli pod wodospadem, gdy jesteś pod nim całkowicie SAM?

Czy może Cię w ogóle interesować czas, pośpiech, kilometry, prom, plecaki, skuter, cokolwiek, gdy jedyne, co musisz zrobić to wskoczyć do wody, płynąć pod strumień wodospadu I wsłuchać się w jego odgłosy?

Wychodzi na to, że odpowiedź brzmi nie, w związku z czym na prom zdążylismy tylko dlatego, że przypłynął z Cebu spóźniony! Gdy dojechaliśmy dosłownie kilka minut przed planowanym odpłynięciem w kierunku Cebu, obsługa dopiero wypuszczała z pokładu ludzi z poprzedniego kursu. Uffff….ulga, bowiem ostatni prom odpływa o 18:40, potem do następnego dnia nie masz jak się dostać do Cebu.

Cebu City

Dotarliśmy do Cebu City na wyspie Cebu nieco zmordowani całym dniem, ograniczoną ilością snu, ogromem wrażeń, których doświadczyliśmy ostatnio. Tym gorsze były nasze odczucia, gdy ujrzeliśmy drugie co do wielkości miasto Filipin – Cebu City. Dotychczasowy ład, skład, czystość, uprzejmość, uśmiech lokalnych w sekundę został zastąpiony przez wszędobylski brud, dystans, bezdomnych. Co my tu robimy I dlaczego??? Niestety był to jedyny sposób na dostanie się w interesującym nas terminie na wyspę Coron, gdyż stąd leci cała masa samolotów. To jednak o świcie pojutrze, co oznacza, że mamy cały dzień tutaj! Obeszliśmy nieco miasto, zjedliśmy kolację na lokalnym street foodowym markecie I dochodzimy do wniosku, że pierwszy raz odkąd jesteśmy na Filipinach, nie czujemy się do końca bezpiecznie. Jakie jednak możesz mieć inne wrażenie, gdy tutaj dosłownie, deptasz po bezdomnych układających się w rządkach do snu na ulicy?

Padliśmy spać, od razu planując, że cały dzień spędzamy poza miastem!

Kawasan Falls

Padło na Kawasan Falls, nasłynniejsze na Cebu wodospady, w których lazurowej wodzie można spędzić cały dzień. Pamiętaj jednak, jeśli kiedykolwiek będziesz się wybierać z Cebu City do Kawasan Falls – podróż autobusem (opcja z klimatyzacją – wez coś do okrycia, bez klimatyzacji niewiele tańsza – brak powietrza, zaduch) trwa lekko ponad 3h w jedną stronę, więc jeśli wybierasz się na wodospady, wyrusz odpowiednio wcześnie. My podczas naszych niemal 8 godzin spędzonych w autobusie w obie strony, odespaliśmy już wszystkie braki snu przez ostatnich kilka dni 🙂 A wodospady? Niewątpliwie piękne, jednak prócz niesamowitego obrazka przed Tobą, gdzie masz kilka różnych wodospadów, z orzeźwiającą, lazurową wodą, z tyłu ten nieoficjalny obrazek – knajpki, bary, wycieczki. Najlepiej od razu ruszyć ku ostatniemu wodospadowi, gdzie nie wszystkim chce się dotrzeć, dzięki czemu nie znajdziesz tu takich tłumów, jak przy pierwszym z Kawasan Falls. Tu też można skakać do wody ze szczytu wodospadu z wysokości ok. 10m, przeżycie niezapomniane 🙂

Transport Kawasan Falls

Autobusy do Cebu City jeżdżą mniej więcej co 30min, zatrzymując się przy drodze dla tych, czekających na transport. Ostatni rusza o godz. 20, upewnij się więc, że nie utkniesz w tutejszej wiosce do następnego dnia 🙂 Jeśli jednak masz jeszcze zapas czasu, przejdź przez ulicę na drugą stronę drogi względem ścieżki prowadzącej do Kawasan Falls! Znajdziesz tu przyjemną knajpkę na plaży, raczej pustą, bo mało kto przyjeżdża tu zjeść – raczej przyjeżdżasz na wodospady I jedziesz dalej, jednak bardzo polecamy skosztować tutejszych przysmaków. Nie pamiętamy już nazwy, gdyż trafiliśmy tu przez przypadek, jednak bez obaw, jest to jedyne miejsce w wiosce, gdzie możesz coś zjeść, znajdziesz na pewno! Z absolutnym przekonaniem stwierdzamy, że tutejsze jedzenie było jak narazie najlepszym, co udało nam się skosztować na Filipinach! A do tego niesamowity zachód słońca wprost z nad talerza! Bezcenne!

cos tam innego

Ostatecznie tuż przed północą dotarliśmy do Cebu City, gdzie 3h snu musiały wystarczyć, gdyż o świcie ruszaliśmy samolotem na wyspę Coron w poszukiwaniu raju! I wiecie co? Znaleźliśmy! Przeczytasz o tym tutaj i tutaj

Chcesz poczytać więcej o naszej wyprawie dookoła Filipin?

Zaglądnij do naszych pozostałych wpisów tutaj

 

34 myśli na temat “Bohol – Tarsiery, Loboc, Chocolate Hills & Cebu – Kawasan Falls

  1. I to się nazywają przygody i podróż. Coś dużo bardziej wartościowego niż po prostu turystyka ? zgadzamy się z Wami: najlepsze dzieje się poza utartymi szlakami i warto z miast wyskoczyć zobaczyć otoczenie i poznać lokalsów. Czekamy na więcej! ??

    1. Lokalsi tak cudowni, ze zasluguja na osobny wpis, bo jest o czym pisac! Nie spotkalismy jeszcze tak promiennego narodu na naszej drodze? a my zawsze staramy sie wydostac sie z utartych szlakow i zobaczyc prawdziwe oblicze danego miejsca, z dala od zgielku, turystow, komercji. Pozdrawiamy cieplo z Manili! ?

    1. Zip line i nas zaskoczyl, zjezdzalismy juz w Legazpi pod wulkanem, ale nie byl tak widowiskowy jak tutaj na Boholu! No i z zip line procz widoku na Loboc mozna zobaczyc Chocolate Hills, wiec piekne otoczenie! Kolejne wpisy juz wkrotce, zapraszamy do sledzenia i pozdrawiamy z Manili! ?

  2. Ale Wam tam pięknie było! Podziwiam zdjęcia i tak troszkę zazdroszczę tego słońca, pogody, wodospadów, turkusów i zieleni 😉 U nas teraz tak zimno i buro 🙁

    1. Wiosna nadchodzi wielkimi krokami, juz niedlugo i w Polsce bedzie zielono? ale fakt, jest tak pieknie, ze nie chce nam sie wracac. Pozdrawiamy cieplo! ?

  3. Ta przygoda na linie musiała być nieamowita! Sama bym chętnie czegoś takiego spróboała, chociaż pewnie wcześniej popłakałabym się ze strachu:D Widoki są piękne, ah jak chciałabym w końcu odwiedzić jakiś egzotyczny kraj!:) Może już niedługo!

    1. Dziekujemy pieknie! Filipiny zdecydowanie polecamy, jest pieknie, ale trzeba dobrze sie przygotowac, bo jednak tu juz jest transport miedzy wyspami, wiec troszke bardziej skomplikowane. Zapraszamy do sledzenia naszej relacji, juz niedlugo wiecej postow o Filipinach i mnostwo kolorowych zdjec! ? pozdrawiamy slonecznie!

    1. Kolejna przygoda zaliczona i na pewno na zawsze w glowach pozostanie? dziekujemy pieknie i zapraszamy do sledzenia dalszej relacji, pozdrawiamy pieknie! ?

    1. Hej Dziewczyny, Wy pewnie na dluzej, ale na pewno Wam sie spodoba, wiecej wpisow i wskazowek niedlugo. Mamy nadzieje, ze zlapiemy Was kiedys po drodze, trzymajcie sie cieplo! ?

  4. Jestem zachwycona opisem i zdjęciami. Niesamowite, że udało się podejść do tego stworzenia z dużymi oczami, cudne jest. A wodospad – bajka! Do tego jesteście piękną parą. Bardzo ciekawa relacja, pozdrawiam:)))

    1. Oj tak, szczegolnie biorac pod uwage nadciagajaca burze, ktora nas zastala w polowie przejazdzki zip linem! Mnostwo adrenaliny, ale przede wszystkim nieziemski widok- w dole rzeka, po prawej widac bylo slynne Chocolate Hills, dookola dzungla a do tego pioruny pojawiajace sie na horyzoncie!

    1. Wyraki to chyba najurokliwsze małe stworzonka jakie udało nam się kiedykolwiek zaobserwować 🙂 Dziękujemy i pozdrawiamy gorąco 🙂

    1. Zostało ich już bardzo mało niestety, a są bardzo wrażliwe, tym bardziej, że one funkcjonują nocą, a w dzień odsypiają. Powstaje coraz więcej sanktuariów, których zadaniem jest dbanie o ich egzystencję. Ale niestety nie wszystkie pilnują, by ludzie respektowali ich styl życia. To, w którym byliśmy jest bardzo restrykcyjne, należy spacerować w absolutnej ciszy, a przy każdym drzewie, na którym śpi tarsiery – stoi pracownik, który pilnuje zwierzątka, ciszy i by ludzie nie podchodzili za blisko.

  5. Niesamowite przygody i cudowne miejsce. Jak zobaczyłam wodospad to od razu się zakochałam☺ W podróży uwielbiam mieć poczucie dobrze wypełnionego dnia. Musi być intensywnie, dużo i oszałamiająco. Fajnie jest wieczorem położyć się do łóżka i układać sobie w głowie te wszystkie piękne widoki i miejsca, które zrobiły na nas wrażenie. Zazdroszczę takich przygód☺

    1. Znamy to tak bardzo! W podróży lubimy mieć dzień pełen wrażeń, wstać przed wschodem słońca i odkrywać, wędrować, zobaczyć jak najwięcej, by mieć poczucie spełnienia i że przeżyliśmy kolejną fantastyczną przygodę, której nikt nam nie zabierze 🙂 Wolimy porządnie się zmęczyć niż leżeć i nic nie robić 🙂 i to jest w podróżach piękne, każda przygoda i nowe doświadczenie daje siłę i wielką moc! 🙂 Pozdrawiamy cieplutko! 🙂

    1. Lektyki są nudne, nie potrafię zrozumieć turystów, którzy jadą leżeć przez tydzień albo i dłużej w jednym miejscu i nie mają nawet ciekowości, co w trawie za rogiem piszczy. Ale każdy woli co innego 🙂 My wolimy wypełnić swój dzień po brzegi nowymi miejscami, odkryciami, fascynacja, by mieć poczucie, że zobaczyliśmy więcej niż się dało 🙂 Bo o to chodzi w podróżach – by odkrywać i uczyć się nowych miejsc, jak najwięcej i jak najprawdziwiej! 🙂 Dziękujemy pięknie i pozdrawiamy 🙂

  6. Najbardziej urzekły mnie wyraki upiorne – nie wiem jak taką okropną nazwę można nadać takim delikatnym stworzonkom. Te paluszki mają takie kruchutkie…
    Nadaję o Was z Beatką Wójs, że jesteście kwintesencją tych ludzi, którzy znaleźli szczęście robiąc po prostu to, co gra w duszy i że to widać we wszystkim – w Was jako ludziach, w Waszych podróżach, blogu, zdjęciach. Jak na Was patrzę, upewniam się sama w obranej drodze 🙂
    Filipiny nie mój klimat, ale te liny nad wzgórzami z czekolady 🙂 mogłyby mnie skusić!!!!

    1. Bardzo nas wzruszył Twój komentarz…łezka się w oku zakręciła 🙂 Dziękujemy bardzo! Staramy się robić, co nam melodia życia i własna miłość do świata podpowie, wychodzi z tego, co wychodzi, najważniejsze, że znajdujemy mnóstwo radości w każdym razem przemierzonym kroku, w każdym widoku przed nami, w każdym listku na drzewie, wbrew przeciwnościom losu, które czekają na nas na każdym przecież kroku. Świat czeka, by go odkryć, by się nim cieszyć, nim i każdą chwilą, każdą chmurką i promykiem słońca. Tak nam się przynajmniej wydaje i tak nasze życie się kręci 🙂 Bo szkoda czasu na ponure dni!
      A lina nad wzgórzami – genialna przygoda i adrenalina, spodobałoby Ci się na pewno! 🙂
      Pozdrawiamy ciepło! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.