Wyspa Coron – dookoła wyspy na skuterze!

Wyspa Coron

Wyspa Coron to zdecydowanie nasz ulubiony zakątek na Filipinach! Uwielbiamy jechać w ciemno, bez konkretnego planu. Wrzucać plecak na plecy i ruszać przed siebie, w nieznane! Dzięki tej wolności, w trakcie podróży możesz zweryfikować tak wiele… Szczególnie spotykając na swojej drodze innych podróżników i wymieniając się swoimi doświadczeniami i wrażeniami. Dotarliśmy na wyspę Coron, choć w planie była wyspa Boracay! I wiecie co? Jedna lepszych decyzji – raj znaleziony! 🙂

Dlaczego wyspa Coron?

Dlaczego Coron? Wiele osób po drodze zachwalało to miejsce, mając jednak setki wysp na Filipinach, ciężko się zdecydować, którą wybrać. Szczególnie, gdy masz tak mało czasu, jak my. Czytaliśmy wiele dobrego o Boracay, podziwialiśmy zdjęcia, jednak do końca nie byliśmy przekonani, czy to będzie miejsce dla nas. Jednak 6km długości mocno ogranicza pole manewru… Co jeśli wylądujemy pomiędzy kurortami, nie mając żadnej alternatywy? Dlatego też wsłuchując się w głosy kolejnych backpackersów i lokalsów, w sekundę zmieniliśmy nasz ruchomy plan. Postanowiliśmy, że tak, jedziemy jednak na wyspę Coron! W zasadzie było nam jeszcze bardziej po drodze niż Boracay, połączenia lotnicze z Cebu City są całkiem ok, więc nad czym się tu zastanawiać?

Jak dotrzeć na Coron z Cebu?

O 5 rano wsiedliśmy w śmigłowy samolocik z Cebu City i ruszyliśmy w przestworza. Ledwo godzinny lot, dolatując do wybrzeży Coron, gdy mgła lekko unosiła się nad zielonymi wzgórzami, a rafa koralowa dookoła tutejszych wysepek aż raziła po oczach. Znasz to uczucie, gdy ledwo widzisz na oczy po 2h snu w nocy, gdy w ciemnościach docierasz na lotnisko, startujesz gdy świta… Marzysz o chociaż krótkiej drzemce, a w jednej sekundzie, na widok tego, co Cię otacza, stajesz na baczność, otwierasz szeroko oczy… Klniesz w duchu na samego siebie, że w ogóle przyszło Ci do głowy zamknąć oko na sekundę? To była właśnie nasza reakcja, gdy powoli schodząc do lądowania, ujrzeliśmy, co mamy u swych stóp. Zdjęcia nie jest najlepsze, ale żadna samolotowa klatka z telefonu nie oddałaby tego, co zobaczyliśmy. 6 rano – kto by tam odpoczywał, skoro wylądowałeś w raju? Generatory naładowane w jedną sekundę.

Lotnisko w Coron

Lotnisko w Coron jest najmniejszym, na jakim dotąd byliśmy, bagaże zgarniasz z drewnianej lady, w toalecie brak wody, brak wyświetlaczy z lotami, co tu bowiem wyświetlać. Wychodząc z lotniska czekają na Ciebie naganiacze, pamiętaj, by negocjować cenę przejazdu. Wsiadamy w vana, który rozwozi nowych przyjezdnych po wyspie, odwozi pod miejsce noclegu. Z naszym był nieco problem, bo choć zarezerwowaliśmy kilka godzin wcześniej nocleg w hostelu… choć miejsc z noclegami nie ma aż tak wiele, kierowca nie ma pojęcia, gdzie nas zawieźć. Nim dotarliśmy na miejsce obdzwonił chyba całą wyspę! Ostatecznie sami musieliśmy go nawigować, gdyż nasz hostel otworzył się tydzień wcześniej i nikt nie miał jeszcze o nim pojęcia.

Nocleg w Coron

Nocleg rezerwowaliśmy przez portal booking.com .Docieramy na miejsce, wita nas przemiła Filipinka oferując swą pomoc w każdej sprawie. Odpowiadając na tysiąc pytań ledwo żywych Polaków, myśląc, że potrzebujemy prysznica i snu, zanim ruszymy odkrywać wyspę. Nic bardziej mylnego – prysznic tak, ale gdybyś tak mogła, Kochana, ogarnąć nam skuter na już! I powiedzieć co i gdzie ciekawego na wyspie, jak się potem dostać do El Nido za 2 dni. 15 min – szybki prysznic, skuter już czeka pod drzwiami pokoju! Rude i Czarne nie ma czasu na sen, chcemy zobaczyć Coron, teraz już natychmiast, sen zaczeka! 🙂

Conception Falls

Pierwszy stop, wodospad, do którego docieramy widząc przy drodze skromny napis „Conception Falls”. Ok, idziemy zerknąć! Łapie nas gromadka filipińskich dzieciaków z uśmiechem oferując swoje towarzystwo. Wypytują o Polskę, opowiadając o swoim życiu, ciesząc się, że w weekend mogą pobawić się w okolicy, bo przecież wolne od szkoły! Jeśli tylko masz – z wielką radością przyjmą od Ciebie garść cukierków! Po kilku minutach dotarliśmy do maleńkiego wodospadu, w którym byliśmy…zupełnie sami! Orzeźwiająca kąpiel w ciszy pośród błogiej natury i ruszamy dalej w drogę!

Co trzeba przyznać to fakt, że o ile w Coron Town, głównym mieście na wyspie Coron znajdziesz sporo turystów (wciąż mniej niż na Bohol i na El Nido) tak wyjeżdżając poza granice miasta praktycznie nie spotkasz na swej drodze innych białasów. Widać więc, że kto przyjeżdża na Coron ten w zasadzie siedzi w mieście, płynie na wycieczkę Island Hopping, a potem jedzie dalej na inną wyspę. Dzięki temu na większości plaż na Coronie byliśmy…całkiem sami! A prowincja? Prowincja jest piękna – masa pól ryżowych, z drogi widzisz otaczające Coron wysepki z rafą koralową dookoła, soczysta zieleń, pustka!

Perełki odkrywane przypadkiem

Najpierw zupełnie przypadkiem trafiliśmy na prywatną plażę starszej Francuzki, jako że z drogi zobaczyliśmy pływający na wodzie mały, biały domek. Ciekawi, zostawiliśmy skuter przy drodze i ruszyliśmy schodkami w dół ku plaży. Dotarliśmy do plaży, przy której na werandzie drewnianego domku powitała nas właścicielka domu – starsza Francuzka, która wynajmuje tu pokoje turystom. Miejsce piękne, tym bardziej, że tuż przy plaży jest rafa koralowa będąca częścią parku narodowego. Osoby, które nie mieszkają u Francuzki wciąż mogą skorzystać z plaży pod warunkiem, że zamówią coś do picia – wodę, piwo, sok, cokolwiek. Można także tu pożyczyć za darmo płetwy, maski. Dacie wiarę, że mieliśmy całą plażę i rafę koralową tylko dla siebie?

Raj?

Jadąc dalej wybrzeżem zachodnim wyspy Coron, dotarliśmy polną drogą do kolejnej plaży, gdzie obok tubylcy sprzedawali kokosy, gdzie można przysiąść na ławce pod palmami, tudzież zażyć kąpieli na następnej, kompletnie pustej plaży. Co jest z ludźmi nie tak, że nie chcą tego podziwiać, dlaczego nikogo tutaj nie ma? Owszem, jest upał, piasek aż parzy, samo południe, ale każde kolejne miejsce jest coraz piękniejsze, a nie ma tu kompletnie nikogo. Czy to już raj?

Ocam Ocam Beach

Ostatecznie docieramy do Ocam Ocam Beach – miejsce fantastyczne i następnym razem to tutaj chcemy spać! Dlaczego? Otóż miejsce jest zupełnie inne niż Coron Town, gdzie znajdziesz knajpki, sklepiki, sporo turystów, port, biura turystyczne. Tutaj za bungalowy na samej plaży zapłacisz grosze (3x taniej niż na południu wyspy), piękna, piaszczysta plaża z rozgwiazdami, rafą koralową, wielkimi palmami kokosowymi…Ilość znajdujących się tu osób policzysz na palcach dwóch rąk, cisza, spokój, pełen relaks. Tylko Ty i błogość natury. Tak błogo, że nie wiemy, kiedy zasnęliśmy w cieniu tutejszych palm. Ostatecznie jednak wszystkie gwiazdy na niebie wskazywały na to, że gdy znajdziemy odpowiednie miejsce, w cieniu, przy akompaniamencie morskich fal, i nas dopadnie senność. Czy można jednak sobie odmówić drzemki w miejscu takim, jak to? 🙂

Powrót do Coron Town

Pamiętaj jednak, by w drogę powrotną z Ocam Ocam wyruszyć na tyle wcześnie, by nie jechać ciemną nocą. Droga nie jest zła, momentami nawet zaskakująco dobra, ale latarni ni żadnego innego światła nie zaznasz…Momentami naprawdę jedziesz przez busz. Benzynę kupisz w każdym przydrożnym straganie za grosze, więc o to się nie martw! Ale… wyspa Coron nie należy do najbardziej zaludnionych i zurbanizowanych miejsc, toteż w razie potrzeby w nocy tak łatwo pomocy nie znajdziesz. Filipińczycy Ci powiedzą, że z Ocam Ocam do Coron City będziesz  jechać 2h – owszem, pod warunkiem, że będziesz jechał w filipińskim, corońskim ślimaczym tempie 🙂 . W rzeczywistości dojedziesz w lekko ponad godzinę.

Na następny dzień zaplanowaliśmy eksplorowanie okolicznych wysp, lagun i rafy koralowej na typowej wyprawie Island Hopping – absolutnie niezapomniane widoki i kolory, które na zawsze pozostaną w naszych głowach. Chcesz zobaczyć? Zaglądnij do naszego wpisu tutaj

Chcesz poczytać więcej o naszej wyprawie dookoła Filipin?

Zaglądnij do naszych pozostałych wpisów tutaj

34 myśli na temat “Wyspa Coron – dookoła wyspy na skuterze!

    1. Pisanie daje nam duzo radosci, bo mozemy sie znowu przeniesc w te miejsca, ponownie to przezywac, a Coron dal nam mnostwo radosci! Jak znajdziesz sposob, jak sie teleportowac, daj prosze znac! 🙂❤️

    1. Owszem, aż się łezka w oku kręci, że już nas tam nie ma… ALe nie mamy co narzekać bo jesteśmy przecież na Malcie 🙂 Gorące pozdrowienia 🙂

    1. W takim razie uwierzcie nam na slowo-pokochacie Filipiny! Zapraszamy do sledzenia dalszej relacji i pozdrawiamy cieplo! ☺️☺️☺️

    1. Zgadza się – tutejsze atrakcje wód okalających Coron są jednymi z najelpszych na świecie stąd centrum nurkowych jest tutaj bez liku. Na szczeście od tego roku i my będziemy mogli korzystać z takich przywilejów bo na przełomie czerwca/lipca będziemy robić na Malcie kurs nurkowy 🙂

  1. Świetna relacja, miejsce bajeczne – taki właśnie mały raj na ziemi! 🙂 Może kiedyś i ja będę miała okazję odkrywać takie zakątki, zaopatrzona w plecak i ogromny uśmiech na twarzy! 🙂

    1. Takie miejsca i podróże z plecakiem dają super kopa i energii na podbijanie kolejnych i kolejnych miejsc 🙂 Uwaga, bo bywa bardzo zaraźliwe i uzależniające 🙂

    1. Raj bez dwóch zdań! Nigdy nie spodziewaliśmy się takich wspaniałych kolorów w rzeczywistości, a jednak! 🙂 Pozdrawiamy ciepło 🙂

    1. Sami chcielibyśmy się teleportować tam natychmiast i wrócić do raju! Jak znajdziemy sposób – damy znać 🙂 Pozdrawiamy ciepło 🙂

        1. Spontaniczne wypady są najlepsze! 🙂 Nowe zagrożenia owszem, aczkolwiek Filipiny były jednym z tych azjatyckich miejsc, gdzie czuliśmy się bezpieczniej niż w Europie. Oczywiście Manila jest zupełnie inna i tu jest masa zagrożeń, ale małe wysepki to raj, możesz dojechać wszędzie na skuterze o każdej porze dnia i nocy, a lokalsi i tak szeroko się do Ciebie uśmiechają 🙂

    1. Nocleg był bardzo trafiony! Z resztą przyznać trzeba, że każdy na Filipinach bardzo nam się udał, na pewno ze względu na to, że tubylcy są przeuroczy i bardzi chętni do pomocy, dawania wskazówek, obdarzania zwykłym, bezinteresownym uśmiechem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.