Zaczniemy może od widoku z naszego pokoju w hostelu. Jest to główny plac w Santiago- Plaza de Armas, a hostel jest ekstra. Jedyne, do czego można się przyczepić to ciepła woda, której za wiele nie ma, a między 23 a 6 rano wody w hostelu nie ma wcale. Ale nie ma tragedii, będzie i tak gorzej J
Rano zjedliśmy pierwszy raz od dobrych kilku dni hostelowe śniadanie nie składające się tylko z bułki/chleba, masła i dżemu, lecz wreszcie gwiazdą śniadania była szynka i ser. Na bogato! Z racji tego, że na Santiago po konsultacjach ze znajomymi, którzy w Santiago już byli, daliśmy sobie jeden dzień, a wieczorem w planie mieliśmy jechać wreszcie do Valparaiso, postanowiliśmy skorzystać z Free Walking Tour. Trzeba podkreślić, że w zasadzie w Ameryce Południowej człon „free” to tylko nazwa, bo de facto pod koniec wycieczki każdy daje przewodnikowi trochę pieniędzy od siebie, z resztą na samym początku przewodnik o tym informuje. Lepiej więc nazwać to „Tours for tips”, co z resztą np. w Valparaiso właśnie tak się nazywa. Daje się po prostu tipy wg własnego uznania, zazwyczaj jest to około 10/15 dolarów na osobę, więc jeśli trafi się na ogarniętego przewodnika to nie jest to dużo, natomiast oszczędza się dużo czasu, którego my nie mamy aż nadto.
Co by nie było, Free walking tour w Santiago naprawdę polecamy, szczególnie z przewodnikiem o imieniu Franco- ogromna wiedza, temperament i bardzo dobry angielski, co jest ogromnym plusem. Wycieczka trwała 4h i prowadziła przez wszystkie najważniejsze punkty Santiago, poczynając od Katedry, która niestety akurat jest w remoncie, pałac prezydencki, chilijskie Wall street, operę, kawiarnie, park, aż po dzielnicę studencką zaraz pod punktem widokowym i domem Pablo Nerudy, czyli jednego z najsłynniejszych chilijskich poetów. Kilka zdjęć poniżej:









Dalej wyjechaliśmy kolejką na najwyższy punkt w Santiago, skąd rozpościera się widok na całe miasto. Gdy pogoda dopisuje można zobaczyć Andy otaczające miasto, my jednak nie mieliśmy tego szczęścia, a szkoda.







Adios!



